wtorek, 20 października 2020 14:20

Stop trucicielom na krakowskich ulicach!

Autor Krzysztof Kwarciak - Radny dzielnicowy
Stop trucicielom na krakowskich ulicach!

W niedawno uchwalonym przez Sejmik Małopolski programie ochrony powietrza pojawił się dosyć ambitny zapis mówiący o wprowadzeniu zakazu wjazdu do centrum Krakowa pojazdów, które nie spełniają współczesnych norm emisji spalin. Czy zostanie kiedyś wdrożony?

Spaliny wydobywające się z układów wydechowych wielu pojazdów przekraczają wszelkie dopuszczalne normy. Proceder usuwania obowiązkowych filtrów cząstek stałych jest rozpowszechniony na dużą skalę. W efekcie do atmosfery przedostaje się mnóstwo toksycznych i zarazem rakotwórczych substancji. Problemem są również przestarzałe floty sporej rzeszy firm transportowych i budowlanych. Truciciele mogą jednak liczyć na dużą pobłażliwość. Zdarza się, że stacje diagnostyczne przymykają oko na nieprawidłowości, a Policja ma inne priorytety niż zajmowanie się ekologią. Smog będący efektem zamieszczeń komunikacyjnych przyczynia się do powstawania wielu nowotworów oraz chorób układu krążenia.

Montowane w dieslach filtry DPF/FAP mają za zadanie ograniczać emisję szkodliwych pierwiastków. Sporo warsztatów oferuje jednak usługę usunięcia instalacji oczyszczających dym. Wskutek zabiegu właściciele pojazdów oszczędzają trochę pieniędzy na wymianie części, a także unikają  problemów związanych z obsługą złożonego układu. Rachunek za przeróbki płacą jednak mieszkańcy, którzy muszą wdychać trujące powietrze. Postępowanie ,,pomysłowych” kierowców jest bardzo szkodliwe dla środowiska.

W internecie pełno jest ofert usunięcia układu, który teoretyczne należy do obowiązkowych elementów wyposażenia współczesnych pojazdów. Ogłoszenia dotyczą aut ciężarowych, busów i samochodów osobowych. Procederem parają się często nawet renomowane zakłady. Nikt nie próbuje zachować choćby pozorów. Właściciele firm skrzętnie wykorzystują lukę w prawie. Samo wymontowanie podzespołów służących ochronie środowiska jest legalne. Przepisy zabraniają natomiast poruszania się pojazdem bez odpowiedniej instalacji oczyszczającej. Teoretycznie proceder powinno wyjść na jaw podczas corocznej kontroli na stacji diagnostycznej. W praktyce tak się jednak w wielu sytuacjach nie dzieje. Można się tylko domyślać jakich ,,argumentów” używają właściciele pojazdów. Policja i inne służby bardo rzadko sprawdzają jakość spalin. Mundurowi dysponują małą liczbą urządzeń potrzebnych do przeprowadzania kontroli. W efekcie po drogach porusza się wielu trucicieli. Zupełnie inne podejście jest praktykowane na zachodzie Europy gdzie jakość spalin często jest sprawdzana podczas rutynowej kontroli drogowej. Wielu polskich kierowców zostaje załapanych właśnie za granicą. Jeżeli chcemy, żeby coś się zmieniło to u nas trzeba stosować podobną taktykę. Konieczne jest także zwiększenie nadzoru nad działaniem stacji kontroli pojazdów.

Problemem są również stare ciężarówki i busy. Wiek wielu pojazdów poruszających się po ulicach przekracza 30 lat. Wyeksploatowane  i niespełniające współczesnych norm silniki są bardzo szkodliwe dla środowiska. Konkurencja na rynku usług transportowych jest olbrzymia. W efekcie wiele firm próbuje wszelkimi sposobami obniżać koszty swojej działalności. Ze strony państwa czy samorządu nie ma praktycznie żadnych zachęt do wymiany floty. Próżno jest szukać jakiś ulg czy udogodnień dla przedsiębiorców, którzy inwestują w zakup nowych pojazdów. Nawet wysokość podatków od środków transportu nie jest uzależniona od spełniania norm ekologicznych. Potrzebne są rozwiązania, które będą motywowały do inwestycji. Inaczej długo będą się jeszcze po ulicach poruszać ciężarówki i busy, z pod których wydobywa się chmura gryzącego i duszącego dymu.

W niedawno uchwalonym przez Sejmik Małopolski programie ochrony powietrza pojawił się dosyć ambitny zapis mówiący o wprowadzeniu zakazu wjazdu do centrum Krakowa pojazdów, które nie spełniają współczesnych norm emisji spalin. W praktyce restrykcjami byłyby objęte mające więcej niż 15 lat diesle oraz ponad 20 letnie benzyniaki. Strefy ograniczonej emisji miałby wejść w życie w 2026 roku. Brakuje jednak w prawie krajowym przepisów pozwalających wprowadzić stosowne regulacje. Dlatego zapis programu ma tylko charakter postulatu, który nie wiadomo czy zostanie kiedyś wdrożony.

Nie może być przyzwolenia na obchodzenie prawa, które ma służyć ochronie naszego zdrowia. Bezradność służb w wypływaniu drogowych trucicieli jest porażająca. Szkoda, że w naszym kraju wiele przepisów pozostaje tylko na papierze.

Ekologia - najnowsze informacje