poniedziałek, 9 listopada 2020 14:18

Pan Józef „od psów beznadziejnych”

Autor Marzena Gitler
Pan Józef „od psów beznadziejnych”

- W życiu coś trzeba robić, o czym ludzie starsi często zapominają - mówi Józef Stelmach, który od kilkunastu lat jest wolontariuszem w schronisku Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Siadają na „zasłużony odpoczynek” i kręcą młynki na brzuchu, a ja chodzę z psami i jestem z tego bardzo zadowolony, bo ja te psy kocham.

W krakowskim schronisku dla zwierząt Józefa Stelmacha nazywają „Józefem od spraw beznadziejnych”. Dlaczego? Potrafi oswoić z człowiekiem psa, który do tej pory doznał od ludzi tylko cierpienia. Ma 69 lat, jest emerytowanym inżynierem geodetą. Jak zaczęła się jego „psia pasja”, której poświęca cały swój czas i serce? – opowiada w rozmowie z naszą redakcją.

Panie Józefie, czy wcześniej, w życiu zawodowym, interesował się Pan psami, czy ta pasja rozwinęła się dopiero na emeryturze?

- Zawsze lubiłem zwierzęta. Pierwsze objawy mojego „zwariowania” na ich punkcie pojawiły się kilkanaście lat temu, gdy opiekowałem się dzikim psem na działce. Przyjeżdżałem do niego codziennie, wyciąłem dziurę w drzwiach domku, wpuszczałem go tam i ogrzewałem.

Józef Stelmach na spacerze z Nero (http://www.adoptujpsiaka.pl/nero-3/), fot. Arkadiusz Kwiecień

Moja żona nie znosiła żadnych zwierząt. Dlatego, dopóki żyła nie miałem żadnego. Teraz mam trzy w domu i siedemnaście w schronisku. Trafiłem tam pierwszy raz przy okazji mojej pracy. Robiliśmy pomiary geodezyjne. Najgroźniejszy pies w schronisku stał dwie godziny przy kracie, skomlał do mnie i piszczał. I to zdecydowało, że zostałem wolontariuszem.

Jak wygląda Pana wolontariat w schronisku?

- Robię to, co robi każdy wolontariusz: wyprowadzam psy, sprzątam, obserwuję je, zaprowadzam do lekarza, jak jest potrzeba. W schronisku jestem pięć razy w tygodniu od godz. 10.30 do 15.30. Robię to dla przyjemności. Zresztą nie tylko ja. Młode dziewczyny, wspaniałe wolontariuszki przyjeżdżają z drugiego końca Krakowa, po to, żeby w deszczu - nie w deszczu wyprowadzić psa. Ja na szczęście mam samochód więc jest mi łatwiej.

Józef Stelmach na spacerze z Rokitą (pies już adoptowany), fot. Arkadiusz Kwiecień

Z tej pasji także Pan bardzo dużo czerpie. Daje to Panu energię, siłę do życia.

- Mam już dorosłe dzieci, które wyprowadziły się i mają swoje rodziny. Jestem sam, ale nie cierpię na depresję. Zawsze mam pasję, zawsze mi przed oczami stoją te psy. I dlatego polecam wszystkim seniorom - zajmijcie się czymś. Na przykład czymś takim, jak opieka nad zwierzętami. Te zwierzęta naprawdę nas potrzebują. One nie potrzebują jedzenia, bo w schronisku mają tę normę, jaka jest przewidziana, one potrzebują kontaktu z człowiekiem.

Józef Stelmach na spacerze z Rokitą (pies już adoptowany), fot. Arkadiusz Kwiecień

Kiedy spaceruję z moim psem widzę często starszych ludzi, siedzących na ławkach, którzy patrzą tępo przed siebie. A pies zająłby im cały czas - jak nie gotowanie mu jedzenia, to zabawa z nim, jak nie zabawa to spacer. Zwierzęta się zdecydowanie odwdzięczają. Ta miłość zwierząt jest ogromna - zawsze mówię, kobieta zawsze może zdradzić, pies - nigdy.

Pan poświęca się bardzo trudnym psom, które nigdy nie doświadczyły bliskości człowieka, miłości człowieka. A Pan potrafi te psy nauczyć, że człowiek nie jest ich wrogiem.

Józef Stelmach na spacerze z Rokitą (pies już adoptowany), fot. Arkadiusz Kwiecień

- Nazywają mnie w schronisku „Józefem od spraw beznadziejnych”. To największy komplement, jaki usłyszałem w życiu. Ja wyprowadzam sam zwierzęta. Uważają mnie za wariata, bo z nimi rozmawiam - zwierzęta bardzo dużo rozumieją. One wyczuwają aurę - jak człowiek jest zdenerwowany, krzyczy na nie, to też reagują. Od 7 lat żaden pies mnie nie ugryzł - no oprócz jednego przypadku na samym początku. Albo mnie bardzo lubią, albo chociaż tolerują.

Do psów potrzebna jest cierpliwość i skłonność do wybaczania. Trzeba zrozumieć psy. Są duże psy, które wchodzą na kolana jak dzieci, a są malutkie psy, które nie dadzą się pogłaskać. To po prostu inny charakter. Czy ludzie też nie różnią się między sobą? Gdy psu poświęca się dużo czasu, on nigdy nie będzie agresywny.

Józef Stelmach na spacerze z Fado (http://www.adoptujpsiaka.pl/fado-3/), fot. Arkadiusz Kwiecień

Czy uważa Pan, że warto przygarnąć psa ze schroniska? Kto może się tego podjąć?

- Tu mam bardzo złe doświadczenia. Kiedyś do schroniska przyszła starsza osoba o dwóch laskach i mówi, że chce szczeniaka. Zapytałem ją, co będzie z psem, gdy ona umrze? Poszła na mnie na skargę. Przed adopcją osoba musi zastanowić się ile ma czasu dla psa, czy lubi psy, czy nie ma alergii (również w rodzinie, bo często psy wracają, gdy okazuje się, że np. wnuczka seniora ma alergię). Dla psa trzeba mieć czas i odpowiednią kondycję. Nie wystarczy wyprowadzić go na 10 minut. Warto, biorąc psa, pomyśleć też o zabezpieczeniu na wypadek choroby, czy urlopu - o kimś, kto zajmie się wtedy naszym psem, kto zna psa a pies jego.

Józef Stelmach na spacerze z Fado (http://www.adoptujpsiaka.pl/fado-3/), fot. Arkadiusz Kwiecień

Są ludzie, którzy z natury boją się psów. Tacy nie powinni brać psa. Ludzie przede wszystkim szukają szczeniaków i ładnych psów, które przypominają psy rasowe. Najładniejsze są jednak kundelki.

Adopcja wymaga odpowiedniego podejścia. Często psy wracają z adopcji, bo człowiek nie był odpowiednio do niej przygotowany. Co z Pana doświadczenia, powinien wziąć pod uwagę senior, gdy chce adoptować psa?

- Adopcja psa jest jak związek małżeński, do końca życia. Ja adoptowałem 9-letniego psa, bardzo groźnego. Jest to moje ukochane stworzenie i modlę się, żeby przeżyć mojego psa Felka chociaż o jeden dzień. On już się nie adoptuje w schronisku. On jak mnie nie ma - to nie je. Nikt go nie wyprowadzi.

Józef Stelmach na spacerze z Fado (http://www.adoptujpsiaka.pl/fado-3/), fot. Arkadiusz Kwiecień

Pies to ogromny obowiązek i ogromne wyrzeczenie. Od czasu jak mam Felka nie byłem nigdzie za granicą, bo on, będąc starszym psem, czułby się nieszczęśliwy na takim wyjeździe. Jestem przeciwny jakimkolwiek oddawaniom wziętych ze schroniska psów. Czasem to też wina schroniska, jeśli oddaje psy chimeryczne, z problemami, osobom, które ich nie poznały. Teraz jak ktoś pyta mnie o adopcję, to musi trzy miesiące przychodzić do schroniska i zapoznawać się z psem, zanim go dostanie.

A jeśli ktoś nie może wziąć do domu psa? Jak jeszcze można pomagać bezdomnym psom w schronisku?

- Istnieje adopcja na odległość. Pies pozostaje w schronisku, ale opiekun może go sam wyprowadzać. To jest bardzo korzystne, bo pies przywiązuje się bardzo do takiej osoby. Seniorom radzę - nie siedźcie i nie patrzcie w okno czekając na covida. Zajmijcie się psami.

Dziękuję za rozmowę.

foto: Arkadiusz Kwiecień

Psy do adpocji z krakowskiego schroniska

można zobaczyć na stronach:

SCHRONISKO DLA BEZDOMNYCH ZWIERZĄT
prowadzone przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami

ul.Rybna 3, 30-254 KRAKÓW

tel./fax: 12 429-74-72 , 12 429-92-41
e-mail: biuro@schronisko.krakow.pl

Darowizny prosimy wpłacać na konto:

BNP Paribas Bank Polska S.A.

16 2030 0045 1110 0000 0393 2100

BIC (SWIFT): PPABPLPKXXX

tytuł wpłaty: DAROWIZNA SCHRONISKO

zobacz też:

Kora - pies, który służył za dzwonek.
Z cyklu “Z pamiętnika inspektora”, relacjonuje inspektor Filip z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Ja osobiście bardzo lubię wyjazdy za Kraków, bo człowiek w drodze na interwencje może podziwiać piękno przyrody... Jednak niektóre z interwencji potrafią zaćmić nawet najpięknie…
Jednooki kot, pies z bezwładnymi nogami oraz dobrzy ludzie
Z cyklu “Z pamiętnika inspektora”, relacjonuje inspektor Adam z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Dziś będzie optymistycznie. Będzie o ostatnim piątku, który rozpoczął się i zakończył spotkaniem czujących, empatycznych, nieobojętnych ludzi. Wiecie – czasem świat wydaje się miejscem,…

Ekologia - najnowsze informacje