środa, 25 listopada 2020 12:59

Uwolnić psa

Autor Artykuł partnera
Uwolnić psa

Pomimo pandemii, praca w Krakowskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami wre. Do KTOZ wpływa coraz więcej podań z prośbą o pokrycie kosztów leczenia zwierząt, należących do osób, które straciły pracę w tym trudnym okresie. Telefony nie milkną, a zwierzaków w potrzebie jest wciąż tyle samo. Kolejny dzień pracy opisuje relacjonuje inspektor Adam.

Ruszamy w Beskidy.

Zgłoszenie brzmi tak, że trzeba jechać od razu.Zagłodzony pies na łańcuchu, właściciel ma skłonność do nadużywania alkoholu, a w stanie upojenia zachowuje się bardzo różnie. Psa widzimy już z drogi – nawet z daleka widać, że jego sylwetka jest podejrzanie kanciasta.Przy furtce brak dzwonka, ale jest otwarta, wchodzimy więc na podwórko i prawie natychmiast z budynku wyłania się młoda dziewczyna.

Uśmiechnięty Anioł

Wita nas z uśmiechem, ten uśmiech zresztą, jak jakieś fatum, towarzyszy całej naszej interwencji.Mówimy, że przyjechaliśmy w sprawie psa – uśmiech.
Czy możemy zobaczyć go z bliska? – przyzwolenie okraszone jest uśmiechem.
Kiedy podchodzimy do psa bliżej widzimy szkielet na łańcuchu. Dwuletni zwierzak spokojnie mógłby służyć jako żywy (jeszcze!) model układu kostnego psa. Pytamy uśmiechniętą jak anioł dziewczynę do kogo należy pies – z uśmiechem (a jakże!) mówi, że do ojca. Dlaczego jest tak wychudzony? Z nieschodzącym z twarzy uśmiechem dziewczyna mówi: „Zapomniałam dać mu jeść, mam tyle na głowie, że zapomniałam”. To „tyle na głowie” to szkoła, do której chwilowo dziewczyna nie chodzi, bo pandemia. Właściciela psa nie ma, ma być sporo później, informujemy więc dziewczynę, że względu na stan psa odbieramy go interwencyjnie; jej reakcja to spokojnie wypowiedziane „dobrze” i …kolejny uśmiech. Wzywamy na miejsce policję – ponieważ właściciela nie ma na miejscu, a formalnościom dobrze będzie uczynić zadość.

Kora i jego właściciele

W oczekiwaniu na asystę policjantów rozmawiamy jeszcze z dziewczyną. Dowiadujemy się od niej, że piesek ma na imię Kora – trochę awangardowo,
bo wyraźnie widać, że to samiec. Dziewczyna jeszcze dzwoni do ojca. Dowiadujemy się, że właściwie nie wiadomo, o co nam chodzi – no tak, córka parę razy zapomniała dać pieskowi jeść – ale o co to larum? Szczepienia – oczywiście, że doktor szczepił, ale o jakimkolwiek zaświadczeniu mowy nie ma. Rozmowa do niczego nie prowadzi – ten pan zdaje się nie rozumieć, że pies jest zagłodzony po tych „kilku zapomnieniach”. Przyglądamy się jeszcze psu – nie przejawia żadnej agresji, ale widać, że się boi, że nie ufa, że nie czuje się pewnie…. Daje się dotknąć dopiero wtedy, kiedy udajemy, że wyciągnięta ręka wcale nie należy do nas i że wcale ale to wcale nie patrzymy w jego kierunku. Podsunięty mu przez koleżankę pachnący upojnie psi smaczek chwyta z niedowierzaniem, jakby nie wierzył własnemu szczęściu, ciągle jednak jest nieufny. W końcu daje się pogłaskać…. Głaszczemy ten obciągnięty skórą szkielecik, a pies poddaje się pieszczocie, jakby za nią tęsknił, ale zdaje się nie dowierzać, że ludzka ręka to jest coś, co psu może sprawiać przyjemność. Fizycznych śladów niedobrego traktowania nie widać – poza potwornym wychudzeniem i obdartą prawie do gołej skóry szyją (wypadkowa grubej obroży, która zwisa jakby ważyła tonę i straszliwego zapchlenia. Martwi nas jednak i niepokoi przerażenie psa, przerażenie, któremu nie towarzyszy nawet ślad agresji – jakby pies wiedział, że będąc szkieletem psa uczepionym w dodatku łańcuchem do budy nie ma co się stawiać bo i tak w konfrontacji z człowiekiem nie ma się szans.

Uwolnienie

Jedziemy do schroniska – 60 km, ponad godzinna trasa – a pieska w aucie jakby nie było, słowem się nie odzywa, choć to pewnie jego pierwsza taka podróż. Dopiero na miejscu, w Krakowie, gdy prowadzimy go do lekarzy trzęsie się
z przerażenia, a postawiony na wadze znowu umiera ze strachu – biedaczysko waży 12,5 kg, a powinien około dwudziestu.

Mamy nadzieję, psi nieszczęśliwy maluszku, że będziemy mogli Ci ofiarować lepsze życie, że będziemy mogli ci ofiarować lepszych ludzi i że kiedyś tam, niezadługo („matką głupich cię nazwali, nadziejo, ale ty nas nie opuszczaj – nadziejo”) zobaczysz i poczujesz, że psi los nie oznacza tylko powolnego umierania z głodu na łańcuchu i wypatrywania, w jakim nastroju i stanie wraca dziś do domu pan i czy aby nie lepiej schować się w ciemnym kącie budy i udawać, że już się umarło.

Jeśli jesteś zainteresowany adopcją Korala (p 78/10/20), prosimy o kontakt
z biurem KTOZ: Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami - 12 421 26 85, 12 421 77 72 lub Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie - 12 429 92 41, 12 429 74 72

Ekologia - najnowsze informacje