sobota, 1 stycznia 2022 12:32

To był jego rok! On jako pierwszy stworzył rzeczywistość z Matrixa. Dr Kucharczyk wyjaśnia

Autor Mirosław Haładyj
To był jego rok! On jako pierwszy stworzył rzeczywistość z Matrixa. Dr Kucharczyk wyjaśnia

Kończy się rok 2021, który w Polsce obchodzony był m. in. jako Rok Stanisława Lema, ze względu na 100. rocznicę urodzin pisarza. O twórczości jednego z najsłynniejszych twórców gatunku science fiction porozmawialiśmy z doktorem Łukaszem Kucharczykiem, lemologiem.

Książki Lema inspirowały i wciąż inspirują artystów, pisarzy, twórców filmowych i teatralnych. Adaptacje jego dzieł należą do najsłynniejszych filmów światowego kina, a motywy twórczości Lema pojawiają się w różnych przykładach kultury masowej. Jego publikacje naukowe i publicystyczne z zakresu filozofii nauki, estetyki i krytyki literackiej są wysoko cenione. Obecność Lema w naszych czasach wykracza daleko poza kontekst literacki, społeczny, kulturowy czy technologiczny. Na przykład, planetoida 3836 i pierwszy polski satelita naukowy, zostały nazwane na jego cześć, bowiem pisarz posiadał również rozległą wiedzę z zakresu astronomii.

Stanisław Lem był autorem niezwykle wszechstronnym. Oprócz powieści klasycznego gatunku science fiction, pisał prozę realistyczną (Szpital Przemienienia), wspomnienia z dzieciństwa (Wysoki zamek), powieści detektywistyczne (Śledztwo, Katar) czy groteskę metafizyczną (Pamiętnik znaleziony w wannie). Tak rozległe były różnorodność stylu i wiedza Lema, że ​​w 1974 roku amerykański pisarz science fiction Philip K. Dick napisał do FBI przekonany, że Lem był tak naprawdę komitetem komunistycznych agentów, podpisujących się wymyślonym pseudonimem.

Twórczość Stanisława Lema kojarzy się głównie z fantastyką, ale warto pamiętać, że pisarz ten był także filozofem, futurologiem, publicystą, eseistą i krytykiem literackim. Jego książki poruszają tematy takie, jak natura ludzka (zwłaszcza w świetle rozwoju nauki i techniki), możliwość porozumienia się istot inteligentnych czy miejsce człowieka we wszechświecie. Lem znakomicie wkomponował refleksję filozoficzno-naukową w popularny gatunek literacki i połączył ją z wciągającą fabułą, stając się najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem: jego książki zostały przetłumaczone na ponad 40 języków i wydane w ponad 30 milionach egzemplarzy.

Dr Łukasz Kucharczyk jest adiunktem w Katedrze Literatury XX wieku Wydziału Nauk Humanistycznych UKSW i autorem książki "Granice ciała. Somapoetyka w twórczości Stanisława Lema". Jak słynny pisarz postrzegał ludzkie ciało? Jak przedstawia je w swojej twórczości? To tylko cześć pytań, na które odpowiada nasz rozmówca.

Niczym pochylimy się nad twórczością Stanisława Lema, na początek kilka osobistych pytań: kiedy i jak się zaczęła pana przygoda z tym pisarzem? Co sprawiło, że podjął się pan później badania jego twórczości? Czy była to fascynacja od pierwszego opowiadania, pierwszej powieści?

– Moja przygoda z Lemem, zaczęła się, jak przygoda chyba każdego Polaka urodzonego po transformacji ustrojowej, od „Bajek robotów”, pojedynczych bajek i pojedynczych opowiadań z cyklu pirx’owskiego. Do dzisiaj pamiętam opowiadanie „Przyjaciel Automateusza”, które wtedy mnie nawet trochę przeraziło. W ogóle jestem zdania, że Lem jest stanowczo za wcześnie wprowadzany. Te tytułowe „Bajki…” są mocno zwodnicze. Natomiast Lem i ogólnie fantastyka towarzyszyły mi przez cały okres młodzieńczy, ale i późniejszy, czy to w postaci czytania "Nowej Fantastyki" czy w postaci czytania "Feniksa". Natomiast do Lema na poważnie powróciłem na studiach. To wyszło trochę przypadkiem, bo temat mojej pracy magisterskiej miały brzmieć: „Tożsamość tekstu literackiego w różnych interpretacjach”, gdzie „Solaris” zostało wzięte na tapetę właśnie jako ten tekst, który ma wiele różnych interpretacji, a jednocześnie nie traci swojej tożsamości. Ale później wraz z promotor profesor Magdaleną Saganiak zmieniliśmy temat na bardziej ogólny, który brzmiał „Koncepcje podmiotowości w twórczości Lema”. Przy Lemie zostałem również na poziomie doktoranckim, kontynuując temat i zajmując się motywem ciała, filozofią ciała w twórczości autora „Solaris”. Można powiedzieć, że na moim przykładzie widać, iż przypadków nie ma, albo, że przypadki są, ale to człowiek decyduje, co z nimi zrobić.

Jeszcze jedno osobiste pytanie: która powieść albo opowiadanie Lema jest dla pana zdaniem najlepsze, a które najważniejsze i z jakich przyczyn?

– Nie będę tu bardzo oryginalny. Uwielbiam „Solaris” szczególnie za jego wątek romantyczny. Tutaj można powiedzieć, że Lem przekroczył Lema, bo stworzył taką relację międzyludzką pomiędzy kobietą a mężczyzną, która już nie powtórzyła się na obszernych kartach jego twórczości. Bardzo lubię też "Powrót z gwiazd”. Ogólnie tematyka dystopijna jest jedną z moich ulubionych, jeśli chodzi o literaturę science fiction. Szczególnie cenię sobie także opowiadanie „Terminus” z cyklu o Pirxie, gdzie mam nietypowe połączenie: klasyczne science fiction z domieszką literatury grozy, czy może bardziej takiego fingowania literatury grozy. O tych utworach mógłbym powiedzieć, że to jest takie moje top 3. Oczywiście tych tekstów mogłoby być więcej, ale w mojej osobistej Hall of Fame, to chyba właśnie one stoją najwyżej.

Przechodząc do pana książki – Lem tworzył w konwencji science fiction. Myśląc o tego typu literaturze, od razu konotujemy pojęcia związane z pierwszym jej członem, czyli z nauką, a dokładniej z naukami ścisłymi: fizyką, inżynierią, robotyką. Te motywy zresztą bardzo mocno wybrzmiewają w jego twórczości. Tymczasem okazuje się, trochę paradoksalnie, że Lem jest pisarzem na wskroś humanistycznym. Zgodzi się pan z tą opinią?

– Tak, oczywiście. W warstwie konstrukcji światów przedstawionych aspekt technologiczny, aspekt biologiczny, aspekt namysłu nad niejasnymi, często też losowymi drogami ewolucji, gra pierwsze skrzypce. Jeśli jednak chodzi o postawy bohaterów literackich, to Lem tak ich konstruuje, by ostatecznie uświadamiali oni sobie, że wobec tego, co niepoznawalne, wobec tego, co obce, wobec tego, co wykracza poza nasze jednak dość wąskie (jak pokazuje Lem) ramy antropocentryczne, to właśnie system moralny, system jakiś niezmiennych zasad wobec siebie, wobec drugiego człowieka i w końcu wobec tego, co inne, musi być w nich bardzo silnie zakorzeniony, by w tym takim nieskończonym kosmosie oni mogli przetrwać i też nie zatracić własnego ja.

Czy trudna biografia Lema, zwłaszcza ta dotycząca okresu II wojny światowej, w jakiś sposób przyczyniła się do sposobu, w jaki postrzega on ludzkie ciało? Czy to znajduje odzwierciedlenie w jego pisarstwie?

– Największe dokonania na tym terenie ma profesor Agnieszka Gajewska i jej książka „Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema”. Natomiast, gdybyśmy mieli tę tezę przenieść na grunt lemowskiej cielesności, to w jego biografii są takie wątki. Pamiętam, że w życiorysie Lema autorstwa Wojciecha Orlińskiego „Lem. Życie nie z tej ziemi” padają słowa o tym, jak Lem nie lubił fizycznego kontaktu, bał się go. Po tym możemy wnioskować, że to też był jakiś uraz nabyty podczas II wojny światowej. Pamiętajmy, Lem był obywatelem Lwowa, był lwowiakiem, doświadczył okupacji radzieckiej, potem hitlerowskiej i potem znowu radzieckiej. Także z całą pewnością przeżył niejedną traumę. Była też w nim obawa przed posiadaniem dzieci i to przez bardzo długi czas, bo nie chciał być odpowiedzialny za sprowadzenie nowej istoty na ten świat (tak on to tłumaczył), który jest tak źle urządzony i nieuporządkowany. Wydaje mi się, że to wszystko było pokłosiem jego ciężkich doświadczeń okupacyjnych, choć nie jest to wprost udowodnione. Ale biografowie wysnuwają taką tezę, że Lem (chociaż o tym nie mówił) mógł doświadczyć getta we Lwowie. Pamiętam też spotkanie z autorem wywiadu rzeki z Lemem, Tomaszem Fiałkowskim. On też wspominał, że żona Lema prosiła go, by w rozmowie nie podnosił już więcej wątków okupacyjnych, bo potem mąż w nocy nie może spać, co świadczy o tym, jak mocno na psychikę Lema to wpłynęło. No i faktycznie w tej twórczości są zakodowane takie traumatyczne przeżycia okresu II wojny światowej.

Mówiąc o twórczości Lema i szerzej literaturze science fiction, nie sposób uciec od tematu implantów, dzięki którym ludzkie ciało zyskuje nowe możliwości. W jaki sposób u Lema to zagadnienie zostaje ujęte? Co możemy wyczytać z jego twórczości na temat, z którym przychodzi nam się coraz częściej mierzyć?

– Wydaje mi się, że tak podstawowo można rozgraniczyć na dwa modele ciała w twórczości Lema. Z jednej strony mamy ciało protetyczne, ciało naszpikowane implantami, ciało sztucznie wzmocnione. Z drugiej strony mamy też koncept ciała wirtualnego i, jeśli chodzi o niego, to można powiedzieć, że Lem wyprzedził „Matrixa”, albo przynajmniej dał podwaliny pod niego. Oczywiście nie chcę tu mówić o jakimś plagiacie w przypadku filmu braci Wachowskich, czy coś w tym stylu, ale z całą pewnością zachodzi tu bardzo duże powinowactwo koncepcji, bardzo duża zbieżność pomysłów. Nawet śmiałbym stwierdzić, że w tej pierwszej scenie, gdzie Neo trzyma w rękach "Symulakry i sumulacje" Baudrillarda, równie dobrze, albo nawet tym bardziej, powinien trzymać "Skrzynie profesora Corcorana" Lema. To jest opowiadanie właśnie o takich elektrycznych skrzyniach, w których mieszkańcy, obywatele tak to nazwijmy (ci sztuczni, wirtualni obywatele) nie są świadomi tego, że przebywają w jakiś nieprawdziwych, stworzonych za sprawą symulacji światach. Resztą już w „Summa technologiae” Lem opisał cały koncept fantomatyki. My dzisiaj znamy to pod nazwą rzeczywistości wirtualnej, natomiast, jakby od strony teoretycznej, już wtedy Lem rozważał jak na człowieka wpłynie dostęp do świata symulowanego. Oczywiście tak, jak często w przypadku rozważań nad drogami rozwoju technologii, Lem i tutaj był sceptyczny. Mówił o tym, że człowiek może się zagubić w świecie wirtualnym i przestać odróżniać prawdę od fikcji. Natomiast, jeśli chodzi o ciało protetyczne, to też jest bardzo ciekawy wątek pod tym względem, że Lem, jako lekarz przede wszystkim był za wkładem medycyny w rozwój człowieka, ale tak, jak zawsze, widział też tego ciemne strony. Jeśli o nie chodzi, to Lem dostrzegał je przede wszystkim w tak zwanym czarnym rynku handlu organami. To nawet wybrzmiewa w jego opowiadaniu „Czy Pan istnieje, Mr. Johns?”, ale przede wszystkim w słuchowisku radiowym, które znamy pod tytułem „Przekładaniec” z Bogumiłem Kobielą w świetnie zaadaptowanej roli głównej. Także Lem z jednej strony był oczywiście apologetą rozwoju, ale był również dużym sceptykiem, jeśli chodzi o to, jak się zachowa człowiek, któremu taka technologia w ręce zostanie włożona.

A jakie podejście do ciała samego w sobie, do ludzkiej cielesności miał Stanisław Lem i jak to wybrzmiewa w jego twórczości?

– Wydaje mi się, że ciało jest w niej ośrodkiem sensotwórczym, takim pierwszym elementem, poprzez który człowiek rozpoznaje samego siebie, utwierdza się w swoimi „ja”. A tak, jak już mówiliśmy, pamięć o własnym „ja”, o własnej tożsamości, jest w tej twórczości istotna ze względu na ponad ludzkie wyzwania, które stoją przed bohaterami, w obliczu których testuje ich los. I dzieje się to na różne sposoby. Jeśli mówimy o modyfikacjach, to mamy przecież na przykład „Kongres Futurologiczny”, w którym w pewnym momencie Ijon Tichy nie rozpoznaje samego siebie. Tam też jest ten wątek bardzo swobodnej i w zasadzie nieco losowej transplantacji mózgu do dowolnego ciała. Mamy w końcu też to nietypowe, jak na Lema, opowiadanie utrzymane w konwencji romansu rycerskiego, w takiej formie metaforycznej. Mówię tu o „Masce”, gdzie bohaterka przestaje akceptować własne ciało. Okazuje się, że jest tak naprawdę morderczym robotem, zakutym jedynie w ciało księżniczki. Ale przede wszystkim mamy Harey w „Solaris”, która na poziomie ciała jest i nie jest jednocześnie tą Harey, jaka znała Krisa Kelvina, bo z jednej strony mamy jakieś tam drobne sygnały świadczące o tym, że jest ona odtwarzana bardzo dokładnie z jego jaźni. Z kolei z drugiej strony mamy w ciele Harey takie elementy, jak stopy, które, jak opisuje to narrator, przypominają stopy niemowlęcia. Stopy, które nigdy jeszcze nie doświadczyły ziemi, nie doświadczyły chodu. Z jednej strony czuje, że kocha Kelvina, z drugiej zaś właśnie na podstawie rozpoznania aspektów swojej cielesności czuje, że nie jest tą prawdziwą Harey. Mimo tego, na końcu dokonuje samopoświęcenia w imię mężczyzny, którego kocha. I tu też jest takie pytanie, czy taki najwyższy czyn natury etycznej już nie wystarcza, by w pełnił uznać człowieczeństwo Harey? Bo to jest czyn, na który, nazwijmy to, wielu pełnoprawnych ludzi, by się nie zdecydowało.

A co z tym trochę anegdotycznym wstrętem do ludzkiego ciała Stanisława Lema? Gdy czytamy o nim, to przewija się informacja, że biologiczność człowieka go odpychała. Czy rzeczywiście?

– Taki temat, jakby to powiedzieć, paradoksu istnienia w bardzo bliskim sąsiedztwie organów rozrodczych i wydalniczych pojawia się w jego twórczości szczególnie w tej części groteskowej. Często na przykład naigrywają się z tego obce cywilizacje. Mamy przykład tego w „Wizji lokalnej” – powstają nawet poematy temu poświęcone. I to można tutaj bardzo ciekawie zespolić z teorią groteski cielesnej Michaiła Bachtina. On stworzył koncepcję dołu materialno-cielesnego, czyli tego, że sfera, nazwijmy to, sacrum miesza się ze sferą profanum. I właśnie naigrywanie się Lema z tego sąsiedztwa jest dowodem na realizację bachtinowskich tez. Pamiętam też, że sam Lem w wywiadzie ze Stanisławem Barasiem zastanawiał się, co się stanie z tymi narządami już w życiu wiecznym. Oczywiście żadnej odpowiedzi na to na kartach naszego pisarza nie dostajemy, ale na pewno jest to motyw dość interesujący i też dający pole do namysłu i przede wszystkim pole do śmiechu.

Na zakończenie naszego spotkania ostatnie pytanie. W tytule pana książki czytamy o granicach ciała. Gdzie zatem zostały one wytyczone przez Lema?

– Wydaje się, że w przypadku ciała ludzkiego zostają one wytyczone tam, gdzie, zgodnie z koncepcją teorii ewolucji Lema, zacznie następować autoewolucja. Czyli człowiek, jako ten, który ma być pomostem pomiędzy „naturalnym” a „sztucznym”. W pewnym momencie, gdy to "sztuczne" zacznie dominować, człowiek przestanie być maszynom potrzebny jako rozrusznik ich życia – czyli wtedy, kiedy maszyny będą już na tyle świadome, by móc same dokonywać tej, jak to Lem pisze, autoewolucji. To właśnie w tym momencie może nastąpić kres ludzkiego ciała lub też będzie to moment, w którym ta, nazwijmy to, fantomatyka, dojdzie do takiego poziomu, że przebywanie w niej bez konieczności udziału w tym ludzkiego ciała, a jedynie samej świadomości, dojdzie już do takiego poziomu, że ludzie będą tam egzystować niczym fantomy. Oczywiście to też rodzi wiele pytań, na przykład, kto się w tym odnajdzie, czy nie będzie wielu chorób psychicznych? Ale to chyba temat już na inną rozmowę.

Granice ciała. Somapoetyka w twórczości Stanisława Lema

"W moim mniemaniu największą zaletą stylu Kucharczyka jest zdolność budowania w pełni przejrzystego wywodu, tj, umiejętność zarówno 1) klarownego dokonywania przeglądów aktualnego stanu badań nad dziełem autora Solaris oraz prowadzenia przekonujących klasyfikacji rozmaitych stanowisk interpretacyjnych (a także dokonywania poślad nich ekstrakcji tego, co najistotniejsze i najwartościowsze), jak i 2) analizowania poszczególnych aspektów problematyki cielesności obecnej u Lema ze świadomością hermeneutyczną (szereg niezwykle skomplikowanych pojęć z zakresu nowoczesnego dyskursu poświęconego cielesności, technologii, futurologii pod piórem Kucharczyka zostaje rozwikłanych i rozjaśnionych - ten propedeutyczny dydaktyczny rys całości sprawia, że książka łączy walory kompetentnego opracowania naukowego z przystępnością dobrego, nieupraszczającego problematyki wykładu popularnonaukowego."

Z recenzji dr. hab. Adriana Genio, prof UO

Fot. tyt. archiwum prywatne autora
Fot. i opis książki pochodzą od wydawcy

Dobra książka

Dobra książka - najnowsze informacje