wtorek, 20 października 2020 09:53

Zapiski współczesnej Matki Polki, czyli „3600 gramów szczęścia” Eweliny Gierasimiuk-Merty

Autor Mirosław Haładyj
Zapiski współczesnej Matki Polki, czyli „3600 gramów szczęścia” Eweliny Gierasimiuk-Merty

W lipcu nakładem wydawnictwa Novae Res ukazał się książkowy debiut mieszkanki Nowego Targu Eweliny Gierasimiuk-Merty. W „3600 gramach szczęścia” autorka w poruszający sposób przedstawia czytelnikowi historię swojego dążenia do macierzyństwa.

„3600 gramów szczęścia” to skrzący się humorem i skrajnymi emocjami pamiętnik dojrzałej matki i nieperfekcyjnej żony, przeplatany refleksjami na temat współczesnego świata. To piękna opowieść o spełnianiu marzeń, nadziei i wytrwałości, która prowadzi do bezgranicznego szczęścia.

Narodziny długo wyczekiwanego dziecka to dla Eweliny przełomowy moment w życiu. Radosne, choć nie zawsze łatwe macierzyństwo, pozwala spojrzeć z zupełnie nowej perspektywy na dotychczasowe plany, cele i marzenia. Mały Miłosz staje się dla niej centrum Wszechświata, a codzienne życie, choć pełne nieznanych dotąd obowiązków i trudności, obfituje w momenty, które na zawsze zapadają w pamięć.

Ewelina Gierasimiuk-Merta urodziła się w 1979 roku, studiowała na kilku uczelniach wyższych. Zawodowo zajmuje się krzewieniem wiedzy z zakresu filologii angielskiej, geografii i ochrony środowiska oraz wychowania do życia w rodzinie. Razem z dziesięcioletnim synem Miłoszem i mężem ultramaratończykiem mieszka w domu na wzgórzu w Nowym Targu. Jest amatorką biegania, podróży i nałogową pożeraczką słodyczy.

Z autorką „3600 gramów szczęścia” porozmawialiśmy m. in. na temat jej powieściowego debiutu oraz tego, jak do niego doszło.

Pani Ewelino, czy czytała pani recenzje i opinie np. na portalu lubimyczytac.pl?
– Szczerze przyznaję, że czytam opinie, komentarze oraz recenzje dotyczące mojej książki pojawiające się na różnych portalach czytelniczych i zapewne wynika to z faktu, że to mój debiut literacki, więc najzwyczajniej w świecie jestem ciekawa, jak mój utwór został odebrany przez czytelników. Nierzadko wzruszam się czytając te informacje zwrotne i otulam się ciepłymi słowami i niezmiernie za nie dziękuję.

Pytałem, ponieważ Pani debiut „3600 gramów szczęścia” wydany przez wydawnictwo Novae Res zbiera bardzo pochlebne opinie. Proszę powiedzieć, co panią skłoniło do tego, żeby swoje przemyślenia jednak przelać na papier?
– Swoje przemyślenia przelewam na papier od zawsze. Pisanie towarzyszy mi od 10 roku życia. Wtedy właśnie zaczęłam pisanie pamiętników, potem poezji, esejów, felietonów, listów czy opowiadań. Odkąd pamiętam czułam potrzebę rozpisywania swoich emocji, "rozciągania myśli od kropki do kropki" - jak to ujęłam w "3600 gramów szczęścia". Dlatego przelanie myśli na papier nie było problemem, lecz decyzja o ich upublicznieniu.

W prologu książki znajdujemy zapis pani walki wewnętrznej, aby przełamać się. Jak długo ona trwała?
– Tak, ta "walka wewnętrzna" dotyczyła właśnie decyzji o pokazaniu swoich zapisków komuś z zewnątrz. Nie była to spontaniczna czy bezrefleksyjna decyzja i upłynęło kilka dobrych lat nim się odważyłam, ale teraz, z perspektywy czasu, cieszę się i absolutnie nie żałuję.

Pani książka to bardziej pamiętnik, niż powieść. Jest jak w życiu – i słodko i gorzko, choć trzeba przyznać, że rozpoczyna się bardzo gorzko, od opisu dwóch poronień. Czy ciężko było się pani przełamać i opowiedzieć o swoich uczuciach?
– Wiem, że wiele kobiet przechodziło lub przechodzi podobną, trudną drogę. Czasem milczą na ten temat, bo ciężko jest wysłowić swoje cierpienie i ból. I ja długo milczałam, dopóki nie znalazłam w sobie słów do opowiedzenia o mojej walce ze stratą. Teraz sądzę, że było to dla mnie w pewien sposób terapeutyczne.

Pani Czytelniczki, recenzując książkę, zwracają uwagę na dobrze oddane realia – czy to szpitala, czy życie na „przeciętnym” osiedlu. Jednym słowem posiada pani zmysł obserwacji.
– Jeden z rozdziałów w mojej książce zaczyna się od słów " Mam oczy obserwatora i uszy podsłuchiwacza", więc pewnie to dlatego tak sprawnie opisałam realia, o których Pan wspomniał, a tak na poważnie, to myślę, że to kwestia mojej wrażliwości, tudzież nadwrażliwości. Ludzie wrażliwi widzą więcej, analizują więcej, przeżywają głębiej, a niektórzy opisują to potem w swoich książkach.

Czy ma pani swoich ulubionych autorów? Czy są tacy, którzy stanowią dla pani wzór pisania?
– Jest ich wielu! Uwielbiam na przykład literaturę skandynawską i czytam wszystko, co wyjdzie spod pióra Karla Ove Knausgarda czy Larsa Saabye Christensena. Ale i polskich pisarzy bardzo sobie cenię: Szczepana Twardocha, Łukasza Orbitowskiego, Dorotę Masłowską. Długo by wymieniać. A kiedy chcę się pośmiać, to niezastąpiony będzie Kurt Vonnegut.

Wracając do powieści. Porusza w niej pani bardzo różne tematy, ale motywem przewodnim jest pani synek, Miłosz, obecnie 10-latek. Jak zareagował na wieść o tym, że pisze pani książkę, która w dużym stopniu jest mu poświęcona?
– Miłoszek bardzo mi kibicuje i często też jest recenzentem moich zapisków. Póki co nie zgłaszał pretensji, że opisałam jego dzieciństwo i mam nadzieję, że w późniejszym czasie też zrozumie moje intencje.

Pani książka to również zapis miłości matczynej, bezkompromisowej, bezgranicznej. Nie bała się pani odsłonić w tej i innych sprawach – zawodowych, osobistych? Nie pisze pani pod pseudonimem.
– Oczywiście, że miałam pewne obawy, zwłaszcza biorąc pod uwagę środowisko, w którym pracuję, ale mimo wszytko postanowiłam, że ta książka musi być szczera do bólu i pełna autentyzmu, bo to jest jej duża siła czy też walor. Pomijając wątki intymne, pominęłabym ważną część mojego życia małżeńskiego. Starałam się pisać "między wierszami" o intymności czy namiętności, ale nie napisać o tym w ogóle? To przestałabym być ja, a założeniem tej publikacji było napisanie mojej prawdy. Wiem, że niektórych to zbulwersowało, ale są i tacy, których zainspirowało (śmiech).

Czy planuje pani kontynuację „3600 gramów szczęścia”? A może chce pani spróbować sił w czymś zupełnie nowym?
– Tak, już dziś mogę zdradzić, że na dniach podpisuję umowę wydawniczą z Novae Res na drugą część moich zapisków, zatem spodziewam się książki na rynku księgarskim na wiosnę, a w przysłowiowej szufladzie czeka jeszcze powieść obyczajowa i proza poetycka, która jest mi najbardziej bliska i mam nadzieję, że i ona znajdzie grono odbiorców, no i przede wszystkim wydawcę.

Fot.: Nova Res

Dobra książka

Dobra książka - najnowsze informacje