niedziela, 15 wrzesień 2019 11:27

Chrzanów: "Nadal mam dreszcze, jak o tym myślę"

fot. Roman Madejski fot. Roman Madejski

– Biedna ta Polska była, a my – szkoda gadać. Jak to opowiadam, to mnie jeszcze dreszcze przechodzą – mówi pani Emilia.

Wojska niemieckie rozpoczęły działania zbrojne 1 września 1939 roku o godzinie 4:35 od zbombardowania Wielunia. 17 września, łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, na teren Rzeczypospolitej wkroczyły oddziały Armii Czerwonej.

Dom pani Emilii Mikłas z domu Pogoda, mieszkanki Osiedla Kąty w Chrzanowie, znajdował się przy ulicy Śląskiej na Osiedlu Kąty w Chrzanowie. Po wybuchu wojny bardzo dużo ludzi z różnych miast właśnie tą drogą uciekało przed zbliżającym się frontem.

Pani Emilia tak wspomina tamte chwile:

„Najwięcej ludzi było w niedzielę wieczorem. W naszym domu było ich bardzo dużo, szli ze Śląska. Siadali, gdzie kto mógł, spali, drzemali. Wczesnym rankiem szybko wychodzili i udawali się w dalszą drogę.

Po jednej z takich nocy otrzymaliśmy informację, że Niemcy już niebawem będą na Kątach. W domu już nikogo nie było. Nasza rodzina schowała się w piwnicy. W tym dniu przyszedł do nas sąsiad i też schował się z nami. Okno do piwnicy było tuż przy ziemi. Przez nie wsypywało się ziemniaki, natomiast nie było przez nie widać nic, co dzieje się na podwórku.

Przyjechali żołnierze niemieccy. Słyszeliśmy ich rozmowy. Być może by nas nie znaleźli, gdyby nie Azorek..

Mieliśmy czarno-białego psa Azorka. Dziadek spuścił go tego dnia z łańcucha. I Azorek gonił po podwórku, a żołnierze go odganiali. Za każdym razem piesek przybiegał do drzwi od piwnicy, w której byliśmy schowani. To nie spodobało się Niemcom i zaczęli szarpać za klamkę, krzycząc, aby otworzyć.

W końcu otworzyliśmy drzwi. Tata wyszedł pierwszy. Miał taki nawyk, że jak szedł, to trzymał ręce z tyłu. My szliśmy za nim. Gdy jeden z żołnierzy zobaczył, że tata trzyma ręce z tyłu, wziął karabin, wycelował go w tatę i strasznie krzyczał. Zaczęłyśmy płakać.

Gdy mama zauważyła, jak tata trzyma ręce, szybko chwyciła go za nie i podniosła mu je do góry, nad głowę. Wtedy Niemiec schował karabin.

My dalej strasznie płakałyśmy. Jeden z żołnierzy przyniósł nam czekoladę, mówiąc, byśmy przestały płakać. Po jakimś czasie odjechali.

Mama zrobiła później straszną awanturę tacie. Mówiła, że był w wojsku, a nie wie, że w takich sytuacjach trzeba trzymać ręce nad głową, a nie z tyłu. Przez ten nawyki mógł stracić życie [...]”.

Przyszło wyzwolenie, przyszli Rosjanie

Pani Emilia wspomina:

„Widzieliśmy, jak ulicą Śląską żołnierze rosyjscy wywożą furmankami i samochodami różne wartościowe rzeczy ze Śląska. W jedno popołudnie, w niedzielę przyszli do naszego domu. Rozsiedli się na całym podwórku.

Lejtnant wszedł do pokoju, gdzie były dwa łóżka i mała kanapa, na której spał mój brat. Lejtnant zaciągnął kanapkę do kuchni, a sam położył się w ubraniu i w butach na pościeli w łóżku. Drugi lejtnant zrobił to samo.

Dla mnie i siostry była to straszna noc... Miałam wtedy 20 lat. Używając siły, obaj chcieli z nami spać. Na szczęście udało nam się z siostrą uciec na strych, gdzie dziadek miał warsztat stolarski. Wszędzie było pełno wiórów. Drzwi zamknęłyśmy na klucz, do zamka napchałyśmy wiórów, a klucz schowałyśmy.

Przyszli po nas, dobijali się do drzwi, ale po pewnym czasie odpuścili. Widocznie poszli spać. Całą noc spędziłyśmy na strychu przerażone.

Z samego rana znów usłyszałyśmy krzyki. Ustawili drabinę przy oknie na strych. Płakałyśmy strasznie przytulone do siebie. Na szczęście, można powiedzieć, że stał się cud. Jeden z żołnierzy, który był już niedaleko naszego okienka, spadł z drabiny i złamał sobie rękę. Możemy sądzić, że byli pijani.

Od tej pory dali nam w tym dniu spokój. Wszyscy myśleliśmy, że po tej nocy pojadą dalej. Oni jednak oznajmili, że zostają na drugą noc. Nie mogłyśmy sobie pozwolić, aby znów było to samo. Po obiedzie z siostrą Heleną udałyśmy się do ciotki Władki, która mieszkała przy obecnej ulicy Ligęzów. W domu została mama z dziadkiem.”

 

Dwa oblicza wojny

– Z jednej strony Niemcy, z drugiej Rosjanie. Biedna ta Polska była, a my – szkoda gadać. Jak to opowiadam, to mnie jeszcze dreszcze przechodzą – mówi pani Emilia.

Roman Madejski