poniedziałek, 27 maj 2019 14:07

Powiat bielski: To nie była równa walka

Napisał
fot. Prezydent Bielska-Białej (Facebook) fot. Prezydent Bielska-Białej (Facebook)

500 zdarzeń powstałych na skutek ulewnych opadów deszczu – tyle zanotowali bielscy strażacy. Przez cztery dni właściwie trwała walka z żywiołem. W najgorszej sytuacji znaleźli się mieszkańcy Wilkowic, którzy na dwie doby musieli opuścić swoje domy. Istniała obawa, że zapora nie wytrzyma tak ogromnego naporu wody.

Ulewy, które w ubiegłym tygodniu przeszły przez południową Polskę, zagroziły także bezpieczeństwu mieszkańców Bielska-Białej i całego powiatu bielskiego. Już 22 maja, z uwagi na przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych wód na posterunkach wodowskazowych, Wojewoda Śląski ogłosił pogotowie przeciwpowodziowe.

Sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę i była coraz poważniejsza. Strażacy mieli pełne ręce roboty. Jak podała Komenda Miejska PSP w Bielsku-Białej, od 22 maja (godzina 15:00) do piątku rano 24 maja zanotowano blisko 500 zdarzeń związanych ze skutkami intensywnych opadów deszczu.

 

Miasto Bielsko-Biała

Ponieważ intensywne opady deszczu nie ustawały, w czwartek 23 maja o 8:30 Prezydent Bielska-Białej ogłosił alarm przeciwpowodziowy, który obowiązywał na terenie całego miasta.

– Od wczoraj do zabezpieczenia posesji użyliśmy już ponad 2000 worków z piaskiem. Cały czas pracują trzy ekipy zajmujące się udrażnianiem przepustów oraz cztery udrażniające kanalizację – informował w czwartek rano prezydent Jarosław Klimaszewski.

W samym mieście Bielsko-Biała, jak podawał magistrat, najtrudniejsza sytuacja była w rejonie ulic: Słowackiego, Nad Potokiem, Wyzwolenia w Hałcnowie i wzdłuż potoku Kromparek w Komorowicach. Zalało niektóre szkoły i przedszkola – przy ulicy Karpackiej, Lipnickiej i Sempołowskiej. Z kolei przy ul. Konwojowej woda zalała hale znajdującego się tam zakładu.

Był także problem z przejezdnością niektórych dróg w Bielsku-Białej. Całkowicie nieprzejezdna była ul. Trakcyjna. Problemy występowały także na ulicach: Bestwińskiej, Bystrzańskiej, ks. Kusia i Kustronia.

Strażacy pracowali bez wytchnienia. W mieście wydawano worki z piaskiem do zabezpieczenia posesji. Ekipy Miejskiego Zarządu Dróg zajmowały się udrażnianiem przepustów, a zespoły spółki Aqua – udrażniały kanalizację.

 

Powiat bielski

W środę 23 maja o godzinie 9:00 alarm przeciwpowodziowy na terenie całego powiatu ogłosił Starosta Bielski.

Najtrudniejsza sytuacja panowała w gminie Wilkowice. Wiele dróg zostało zalanych, spore trudności występowały też w miejscach objętych inwestycjami kanalizacyjnymi.

Największym problemem był jednak zbiornik wodny Wilkówka. W czwartek 23 maja w południe, podczas posiedzenia Sztabu Kryzysowego podjęto decyzję o natychmiastowym wdrożeniu „Planu ewakuacji ludzi i mienia na wypadek zagrożenia katastrofą obiektu hydrotechnicznego zbiornika wodnego Wilkówka” oraz ewakuacji mieszkańców pierwszej strefy zagrożenia. Chodziło o około 83 mieszkańców sołectwa Wilkowice.

– Mieszkańców wskazanych gospodarstw domowych prosimy o zabezpieczenie najcenniejszych rzeczy oraz niezwłoczną ewakuację ze swoich domostw. Zagrożenie uznać można za bardzo poważne – poinformował wówczas Urząd Gminy Wilkowice.

Mieszkańców ewakuowano do GOSiR Wilkowice, zaś nocleg zorganizowano im w siedzibie OSP Bystra.

Na zaporze Wilkówka rozpoczęło się natomiast wypompowywanie wody ze zbiornika, by odciążyć niestabilną zaporę. Cztery pompy wysokiej wydajności, obsługiwane przez strażaków, pracowały całą noc. Do rana udało się obniżyć poziom wody o 50 cm.

– Dla przywrócenia bezpieczeństwa mieszkańców konieczne jest całkowite opróżnienie wadliwego zbiornika i wdrożenie przy współudziale sztabu zarządzania kryzysowego Wojewody Śląskiego oraz właściwych służb, rozwiązań awaryjnych dla tego obiektu. W dalszej kolejności będą zapadły decyzje co do przyszłości zbiornika – informował RZGW w Gliwicach.

Kontrolowane obniżanie lustra wody trwało też cały piątek, z tym że tempo nieco zmniejszono. Proces odbywał się już grawitacyjnie, bez potrzeby używania pomp, powodując opad 20 cm na dobę, zgodnie z instrukcjami gospodarowania wodami. Zbyt szybkie opróżnianie zbiornika mogłoby być niekorzystne dla jego konstrukcji, m.in. spowodować utratę stateczności budowli i zjawisko sufozji. Cały czas prowadzono też pomiary zapory czołowej.

– Dla bezpieczeństwa mieszkańcy nie powinni wracać do swoich domów aż do momentu, gdy opróżnimy cały zbiornik – mówił dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach w Wodach Polskich Łukasz Lange.

Ostatecznie ewakuowani mieszkańcy Wilkowic mogli wrócić do swoich domów dopiero w sobotę 25 maja po godzinie 20:00.

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.