piątek, 08 luty 2019 10:52

Polityczne skandale, czyli przykrycia, pokrycia i nieszczęsny los kobiet

Napisał

Oj, działo się ostatnio w polityce, działo! Afera wokół „dwórek” prezesa NBP, szemrane interesy ulubieńca (byłego ulubieńca?) Macierewicza w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, „taśmy Kaczyńskiego”, seksafera Stefana Niesiołowskiego… Nic tylko siąść przed telewizorem/monitorem/komórką i zajadać popcorn.

W całym tym chaosie słyszymy raz po raz, że wywołano jedną aferę by przykryć, pokryć drugą. Choć jedynego pokrywania, którego – zdaniem prokuratury – możemy być pewni, to tego, którego dokonywał „jurny Stefan”. Takiego natłoku dawno nie było – tyle sensacyjnych zdarzeń, że nie ma nawet czasu im się bliżej przyjrzeć. I jakie bogactwo! Każda afera/aferka różni się czymś od siebie.

W pierwszej: tajemnicza i bardzo wpływowa „szara eminencja”, o której Polacy dotąd nie mieli pojęcia. W otoczeniu dwóch kobiet, o których tak naprawdę niewiele więcej wiadomo, niż to, że się uroczo uśmiechają i za swą pracę dostają kasę być może lepszą niż prezydent Rzeczypospolitej.

W drugim przypadku – Bartłomiej M. jako główny bohater i „klasyczny” skok na kasę. Ale nuda na tle reszty! Nie zajmujmy się tym.

Trzeci przypadek jest najbardziej interesujący dziennikarsko, bo „taśmy Kaczyńskiego” trudno tak naprawdę nazwać aferą. Przypuszczalnie nikogo by nie obchodziły, gdyby nie fakt, że dały nam okazję „podsłuchać” wszechmocnego prezesa, w dodatku tak mało obecnego w mediach na co dzień. Trudno się nie zgodzić z twierdzeniem, że: „miała być bomba, która zdmuchnie PiS, a wyszedł mokry kapiszon”. Jednak interesujące jest to, jak korzystając ze swego autorytetu „Gazeta Wyborcza” i Tomasz Lis sprawę rozdmuchały dzień przed wypuszczeniem „sensacyjnych” materiałów. Ludzie z „Wyborczej” ośmieszyli się, ale przynajmniej na tym realnie zarobili – cyfrowe prenumeraty gazety podobno jednorazowo mocno wystrzeliły w górę. Cóż, skoro taka ich cena… Redaktor Lis wyszedł na tym gorzej – ośmieszył się, nie zyskując nic w zamian.

I w końcu Niesiołowski i jego chuć. Przyznam, że to mój ulubiony z tych czterech skandali. Przynajmniej nie kasa wybija się tutaj na plan pierwszy, a „miłosne igraszki”. Już „wyciekły” (ach te kontrolowane wycieki!) pierwsze fragmenty zeznań prostytutek. A raczej prostytuujących się kelnerek, które w pewnym momencie nie podołały chuci posła i zostały zastąpione „profesjonalistkami” (jeśli wierzyć przeciekom). „Zarwane łóżko”, „on to kur… by non stop to robił, jakby mógł” i rzekome skąpstwo europosła, jeśli chodzi o napiwki. Palce lizać! Niesiołowskiego pewnie niepokoją zarzuty, całkiem możliwe, że sprawa skończy się dla niego odsiadką. Ciekawe natomiast czy się czasem nie cieszy z tego, że obecnie cała Polska widzi w nim niezmordowanego amatora alkowy. „No to się nazywa fejm!”, jakby powiedziała nastoletnia córka moich sąsiadów.

Jest jeszcze jeden wątek dotyczący powyższych skandali, który warto poruszyć. Te wszystkie afery dokumentują znikomą rolę kobiet w wielkiej polityczno-biznesowej grze. Kobiety się tutaj nie liczą. Pojawiają się albo jako „dwórki”, albo jako pomniejsze podejrzane, albo jako tłumaczki z „modnymi, dziurawymi spodniami”, albo jako „panie od rozporka” mężczyzny, który dużo może.

Ale za to na marginesie tych afer inne kobiety-politycy pokazały, że dużo mogą – nawet przebić się medialnie przez szum informacji wytworzony wokół wspomnianych silnych samców. Pierwszą z tych pań była rzecznik PiS Beata Mazurek, która udowodniła, że niczym „plotkująca baba na targowisku” lekką ręką rozsiewa nieprawdziwe informacje o domu Owsiaka i co gorsza, nawet nie stać ją na przeprosiny, które nie brzmią jak kolejny wściekły policzek. Drugą była platformiana premier Kopacz, której politycznym komentarzem taśm Kaczyńskiego nie zainteresował się przysłowiowy pies z kulawą nogą, za to wszyscy „pokochali” jej arcyciekawe wynurzenia o dinozaurach (za dużo „Flintstonów” oglądanych z pociechami, czy co?).

Tak, to zdecydowanie nie był dobry okres dla kobiet. Ale feministki po najbliższych eurowyborach i tak będą pomstować jak to niesprawiedliwie są traktowane przez system wyborczy i polityczny i jak to same kobiety nie chcą na nie głosować (wina mężczyzn pewnie!).

Manuel Langer

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ostatnio na głos24