niedziela, 20 marca 2022 09:05

Grzegorz Górny: Dla patriarchy Cyryla w tej „świętej wojnie” wrogami są neonaziści i LGBT

Autor Mirosław Haładyj
Grzegorz Górny: Dla patriarchy Cyryla w tej „świętej wojnie” wrogami są neonaziści i LGBT

Wypowiedzi popierające agresję Rosji na Ukrainę autorstwa patriarchy Cyryla, które przytaczane są przez liczne media, szokują. Kontrowersyjne stwierdzenia padające z jego ust, rodzą zapytania nie tylko o osobę duchownego, ale także o relacje miedzy Rosyjską Cerkwią Prawosławną a aparatem państwowym oraz samym Putinem. O budzącej wiele emocji postawie patriarchy Cyryla porozmawialiśmy z Grzegorzem Górnym, który w rozmowie z redakcją Głosu24 mówił m. in. o tym, jakie więzy łączą władze duchowne z państwowymi oraz jak propagandowo przedstawiana jest agresja na Ukrainę.

Zdaniem dziennikarza i publicysty Grzegorza Górnego, początki zależności między władzą świecką a duchowną w prawosławnej Rosji sięgają jeszcze XVI w. Wspólnym mianownikiem dla obu ośrodków zwierzchnictwa stanowi pojęcie "ruskiego miru". W przypadku wypowiedzi patriarchy Cyryla, mamy do czynienia "z przypadkiem instrumentalizowania religii i wykorzystywaniem jej do niecnych celów, które nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, a nawet mu radykalnie zaprzeczają". Zaangażowanie Cerkwi a zwłaszcza stojącego na jej czele patriarchy Cyryla sprawia, że konflikt na Ukrainie nosi znamiona „świętej wojny", gdzie "jest dwóch głównych wrogów: neonaziści i LGBT". – To dosyć ciekawa zbitka, łącząca w moskiewskiej propagandzie oba te zjawiska w jedno – mówi Grzegorz Górny. Zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławej, musi wiedzieć o tym, że na Ukrainie dochodzi do ludobójstwa. Mimo to, jak mówi nasz rozmówca, "nie tylko popiera taką politykę, ale jeszcze wydaje się popychać Rosjan w stronę agresji, a nawet usprawiedliwiać ją, powołując się na autorytet Cerkwi".

Grzegorz Górny/Fot.: Archiwum prywatne

Czy rzeczywiście podporządkowanie prawosławia w Rosji władzy państwowej jest tak silne, jak może to wynikać z obserwacji przekazów medialnych?
– Można powiedzieć, że to podporządkowanie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej państwu jest czymś, co datuje się już od XVI wieku, kiedy na rozkaz Iwana Groźnego zamordowano metropolitę moskiewskiego Filipa, dlatego, że sprzeciwił się carowi. I od tamtego czasu to podporządkowanie było widoczne przez okres i caratu, i później, w czasach komunistycznych, zwłaszcza od 1943 roku, a także potem, już po upadku komunizmu. Jeżeli chodzi o samego patriarchę Cyryla, to warto przypomnieć, że podobnie jak wielu wysokich rangą dostojników prawosławnych był on agentem KGB, więc łączą go dodatkowe więzy z ekipą, która dzisiaj rządzi na Kremlu. Wiadomo, że taką bliską i zaufaną osobą Putina jest metropolita pskowski Tichon. Rosyjski prezydent traktuje Cerkiew prawosławną jako coś w rodzaju „aparatu ideologicznego państwa”, jak jeden z podległych mu urzędów, który ma się zajmować sprawami religijnymi. I tutaj taką kategorią, która łączy prawosławny patriarchat moskiewski i władzę na Kremlu, jest pojęcie tak zwanego „ruskiego miru”. W języku rosyjskim „mir” ma dwa tłumaczenia. Jedno to „świat” a drugie „pokój”. Ze starożytności znany jest nam Pax Romana („pokój rzymski”), a więc pewien ład i porządek w obrębie rzymskiego imperium. Podobnie imperium rosyjskie ma tworzyć swój odpowiednik wspomnianego Pax Romana w dzisiejszym świecie, czyli „ruski mir”, którego podstawą są rosyjskość i prawosławie. I to łączy patriarchat z Kremlem. Od czasu agresji Rosji na Ukrainę patriarcha Cyryl kilka razy zabierał głos w tej sprawie. Już 24 lutego, a więc w dniu napaści, pojawiły się nowe, dość specyficzne intencje modlitewne patriarchy, wśród nich m.in. o to, by bronić Świętej Rusi przed innowiercami. Później patriarcha mówił o tym, że ta wojna ma wymiar metafizyczny, że jest to wojna sił dobra z siłami zła. Siły dobra reprezentowane mają być przez Rosję, natomiast siły zła to jest Zachód i Ukraina – a właściwie ukraińscy neonaziści, bo w propagandzie rosyjskiej dominuje przekaz, że naród ukraiński w rzeczywistości został oszukany, zmanipulowany przez neonazistów. Doszli oni do władzy i terroryzują, zniewalają Ukraińców. W związku z tym trzeba było podjąć „operację wojskową”, żeby wyzwolić umęczony, udręczony naród ukraiński spod jarzma obecnej władzy. Takie tezy stawia kremlowska propaganda, a wielu Rosjan w to wierzy.

Czy autorytet patriarchy możemy porównać do autorytetu naszego papieża?
– Trzeba powiedzieć, że w prawosławiu nie istnieje taka instytucja jak papiestwo, która obejmowałaby swoją jurysdykcją wszystkich wiernych na całym świecie. Generalnie w prawosławiu istnieją odrębne Kościoły lokalne, które najczęściej są Kościołami narodowymi, związanymi najczęściej z konkretnymi państwami. Na przykład swoją oddzielną, autonomiczną Cerkiew mają Rumuni, Bułgarzy, Serbowie, Rosjanie itd., ale – co ciekawe – nie mają jej Ukraińcy. Dlatego, że od XVII wieku metropolia kijowska została podporządkowana patriarchatowi moskiewskiemu i ta zależność utrzymuje się aż do naszych czasów. W momencie, kiedy Ukraina uzyskała niepodległość, wśród wiernych zaczęły pojawiać się głosy: a dlaczego Rumuni czy Serbowie mają swoją własną niezależną Cerkiew, a my nie, chociaż jest nas czterdzieści parę milionów, a Bułgarów np. tylko osiem milionów? Tej autonomii nie było dlatego, że Moskwa nie chciała się zgodzić na taką niezależność, czyli autokefalię. Uzyskuje się ją wtedy, kiedy zgodę wyrazi na to tak zwana „pełnia prawosławia”. To znaczy, że wszystkie niezależne Cerkwie prawosławne na świecie muszą jednomyślnie wyrazić zgodę, by jakaś lokalna Cerkiew mogła uzyskać autokefalię. A w tej kwestii od początku było liberum veto patriarchatu moskiewskiego, który mówił „nie”, a bez jego zgody nie dało się tej autonomii uzyskać, bo – jak już wspomniałem – konieczna była jednomyślność. Patriarchat moskiewski nie chciał zaś wypuszczać Ukrainy ze swoich rąk, dlatego, że Ukraina jest najbardziej rozbudzonym religijnie terytorium byłego Związku Sowieckiego. Chociaż liczy ona czterdzieści parę milionów mieszkańców, a Rosjan jest ponad sto czterdzieści milionów, to na Ukrainie jest więcej parafii prawosławnych, więcej osób praktykuje i jest więcej powołań kapłańskich niż w Rosji. Utrata Ukrainy oznaczałaby de facto dla patriarchatu moskiewskiego bardzo poważny cios, dlatego Moskwa się nie godziła się i nie godzi na proklamowanie przez Kijów autokefalii. Natomiast patriarcha Konstantynopola postanowił ominąć to veto Moskwy i w latach 2018 roku orzekł, że podporządkowanie metropolii kijowskiej Moskwie, które miało miejsce w XVII wieku było nieważne, ponieważ zostało wymuszone. W związku z tym należy wrócić do stanu sprzed XVII stulecia, kiedy Kijów był niezależny od Moskwy. Ta decyzja spowodowała rozdwojenie w Cerkwi prawosławnej na całym świecie. Jedni zaczęli opowiadać się w tym sporze za Moskwą, a drudzy za Konstantynopolem. Teraz do tego rozdarcia doszły nowe czynniki, które mogą je pogłębić. Po tym, jak Cyryl poparł agresje, bardzo wielu wiernych, księży a nawet tych biskupów na Ukrainie, którzy do tej pory byli wierni patriarchatowi moskiewskiemu, zaczęło odwracać się od niego. Zaprzestano wymieniać imienia Cyryla podczas nabożeństw i wypowiedziano mu w wielu miejscach posłuszeństwo. Wszystko wskazuje więc na to, że efektem poparcia przez Cyryla najazdu rosyjskiego będzie utrata wpływów patriarchatu moskiewskiego na Ukrainie, ponieważ ludzie odejdą od instytucji utożsamianej z agresją i ludobójstwem.

O jakich innych konsekwencja można jeszcze mówić?
– Myślę, że tą największą konsekwencją będzie odchodzenie wiernych od patriarchatu moskiewskiego, zarówno na Ukrainie, jak w wielu innych miejscach na świecie. Widzimy to już w niektórych krajach zachodnich, wśród tych parafii, które do tej pory były mu porządkowane, np. w Amsterdamie, gdzie tamtejsza wspólnota prawosławna wymówiła posłuszeństwo Cyrylowi właśnie z powodu jego stanowiska wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę. Uważam też, że Rosyjska Cerkiew Prawosławna będzie coraz bardziej izolowana w świecie prawosławnym. Na przykład niedawno rzecznik prasowy Rumuńskiej Cerkwi Prawosławnej nazwał wprost Putina antychrystem. Jak więc w tym świetle ma wyglądać patriarcha Cyryl, skoro wspomaga antychrysta? Jak mogą się z nim spotykać na przykład rumuńscy hierarchowie, którzy myślą w taki sposób? Sądzę więc, że głównym punktem odniesienia dla prawosławnych na świecie stanie się w większym stopniu Konstantynopol, a nie Moskwa, ponieważ patriarcha Cyryl utracił swój autorytet moralny.

Czy w samej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej będą odejścia?
– Tutaj wiele będzie zależeć od tego, jak w ogóle potoczy się sytuacja polityczna w Rosji, jak będzie wyglądać przyszłość Putina czy tej ekipy, która wywodzi się z FSB. Dlatego, że oni w tej chwili trzymają cały naród żelazną ręką. Jest blokada informacji, jest niesłychana propaganda. Osobiście spotkałem się z przypadkami Ukraińców, którzy mają rodziny na terenie Rosji; dzwoniąc do nich, opowiadają, jak wygląda sytuacja na Ukrainie – że jest wojna, agresja Rosji; tamci natomiast odpowiadają: ale u nas w telewizji mówią coś innego. I okazuje się, że oni bardziej wierzą propagandzie Putina, która sączy się z telewizji, niż członkom własnych rodzin, będących przecież na miejscu i opowiadających o tym, co widzą na własne oczy. Tak więc wiele zależy od tego, czy utrzyma się ta propaganda, cenzura i terror, czy nadal będzie istnieć monopol państwa na przekaz medialny. Już w tej chwili w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej widzimy oznaki pęknięcia. Z jednej strony jest wyższa hierarchia i duża część duchowieństwa, która popiera Cyryla, mówi wręcz, że mamy do czynienia ze świętą wojną. Jest to o tyle znamienne, że w tej „świętej wojnie” jest dwóch głównych wrogów: neonaziści i LGBT. To dosyć ciekawa zbitka, łącząca w moskiewskiej propagandzie oba te zjawiska w jedno. Warto jednak dodać, że są też księża prawosławni, którzy się temu sprzeciwiają, a to grozi poważnymi konsekwencjami. Ostatnio weszło w Rosji nowe prawo, które przewiduje karę nawet do 15 lat więzienia za rozpowszechnianie fałszywych informacji o wojnie na Ukrainie, czyli de facto za podawanie prawdziwych informacji. Niedawno pewien rosyjski ksiądz prawosławny na kazaniu potępił agresję na Ukrainę, za co w ekspresowym tempie został oskarżony, stanął przed sądem i został skazany na karę grzywny 35 000 rubli, co jest dosyć dużą sumą. Tego typu działania mają zastraszyć duchowieństwo rosyjskie, żeby nie protestowało przeciwko agresji na Ukrainę.

Jak wygląda sytuacja wyznaniowa na Ukrainie?
– Trzeba pamiętać, że Ukraina po okresie komunizmu jest w dużej mierze zateizowana, zsekularyzowana. Choć większość osób rzeczywiście deklaruje przynależność do prawosławia, to z jego praktykowaniem bywa już różnie. Natomiast rzeczywiście najwięcej jest osób wyznania prawosławnego. Przed wybuchem wojny nominalnie najwięcej było tych, którzy uznawali patriarchat moskiewski. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców terenów na wschodzie i południu Ukrainy. Co ciekawe, to właśnie oni są dzisiaj najbardziej atakowani, ostrzeliwani, zabijani. To paradoks, że ci, którzy byli wierni patriarchatowi moskiewskiemu, są dzisiaj najbardziej doświadczani przez rosyjskiego agresora. Dlatego tym większe jest ich rozczarowanie postawą Cyryla. Prawosławnych wiernych autokefalicznego Prawosławnego Kościoła Ukrainy było mniej, ale teraz ich liczba będzie rosnąć. Poza tym dużą wspólnotę, ale głównie na zachodzie Ukrainy stanowią grekokatolicy, czy katolicy obrządku wschodniego, zwanego też bizantyjsko-słowiańskim. Są to chrześcijanie, którzy z jednej strony zachowują wschodni obrządek liturgiczny, a z drugiej strony uznają zwierzchnictwo papieża. Jest też niewielka część rzymskich katolików – kiedyś byli to głównie Polacy, ale dzisiaj struktura narodowościowa się zmienia i właściwie w tej chwili większość stanowią już Ukraińcy. Po upadku komunizmu powstało też dużo wspólnot protestanckich, głównie zielonoświątkowych, baptystycznych i ewangelikalnych. Powstały one na skutek działalności misjonarzy z zagranicy, , którzy przyjechali w latach 90. na tereny byłego Związku Sowieckiego. Tak w skrócie wygląda sytuacja wyznaniowa na Ukrainie. Trzeba też wspomnieć jeszcze o Żydach. Większość Żydów ukraińskich została, niestety, wymordowana w czasie II wojny światowej przez Niemców. Największym miejscem ich kaźni, takim symbolem zbrodni, stał się Babi Jar (obecnie w obrębie Kijowa), gdzie wymordowano ich najwięcej. Duża część tych, których przodkowie ocaleli, wyjechała po upadku Związku Sowieckiego do Izraela. Niedawno, tuż przed wybuchem wojny, podano informację, że w Izraelu zebrał się sztab kryzysowy i rozmawiano o przygotowywaniach do przyjęcia żydowskich uchodźców z Ukrainy. Zastanawiano się, ilu na Ukrainie może mieszkać Żydów, których można byłoby ściągnąć w przypadku konfliktu. Padały liczby od 75 000 do 200 000. To duża rozbieżność, ale wiadomo, że nie każdy Żyd jest praktykującym członkiem gminy żydowskiej lub nie każdy się przyznaje do swojej narodowości.

Co pana osobiście najbardziej uderzyło w wystąpieniach patriarchy Cyryla?
– Nie wątpię, że patriarcha Cyryl musi należeć do osób dobrze poinformowanych, czyli do tych, które mają źródła niezależne od kremlowskiej propagandy. Musi więc wiedzieć, jak naprawdę wygląda sytuacja. Zdaje sobie więc sprawę, że w Ukrainie dochodzi do ludobójstwa, zabija się wielu bezbronnych cywilów – kobiety, starców i dzieci. Mimo to jednak, nie tylko popiera taką politykę, ale jeszcze wydaje się popychać Rosjan w stronę agresji, a nawet usprawiedliwiać ją, powołując się na autorytet Cerkwi. Charakterystyczna była scena w ostatnią niedzielę, kiedy patriarcha Cyryl podarował dowódcy Gwardii Narodowej, generałowi Zołotowowi ikonę Matki Bożej Augustowskiej. Powstanie tego wizerunku związane jest z wydarzeniami z czasów I wojny światowej, kiedy Rosjanie znajdowali się w defensywie i wtedy na niebie pod Augustowem miała się rzekomo ukazać się Matka Boża. Na wieść o tym wojska rosyjskie ruszyły do ataku, pokonując Niemców. Podarowanie tej ikony było czytelnym nawiązaniem do obecnej sytuacji, gdy Rosjanie ugrzęźli na Ukrainie. W intencji Cyryla Matka Boża Augustowska ma pomóc im w przełamaniu impasu i pokonaniu wroga. Tak odebrał to generał Zołotow, który odbierając ikonę powiedział, że dzięki niej Rosjanie szybciej odniosą zwycięstwo. Mamy więc tutaj do czynienia z przypadkiem instrumentalizowania religii i wykorzystywaniem jej do niecnych celów, które nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, a nawet mu radykalnie zaprzeczają.

Mówiliśmy o patriarsze Cyrylu, chciałbym jeszcze zapytać o biskupa Edwarda Kawę, który wystosował mocny list do biskupów i katolików Niemiec, Rosji i Białorusi.
– Myślę, że każdy głos kogoś, kto zajmuje jakąś ważną funkcję, jest istotny, bo nigdy nie wiemy, co dotrze do czyjegoś wnętrza i zadecyduje, że zmieni on zdanie lub zostanie pobudzony do działania. Czasami zdarza się, że przeważa głos nie tego, kto jest postawiony wyżej na świeczniku, ale tego, kto jest bardziej przekonujący, potrafi bardziej wstrząsnąć czyimś sumieniem. Czasami może być to jedno zdanie lub jeden obraz, jak na przykład tej matki, która zginęła razem ze swym dzieckiem na skutek bombardowania szpitala położniczego w Mariupolu. To może mocniej przemówić niż sto wystąpień jakiegoś oficjela. Myślę więc, że nie można nie doceniać każdego takiego głosu. Wiem na przykład, że duże wrażenie wśród prawosławnych na świecie wywarł wywiad z metropolitą kijowskim Epifaniuszem, który stoi na czele niezależnego Prawosławnego Kościoła Ukrainy. We wspomnianym wywiadzie powiedział, że jest na liście przeznaczonych do egzekucji przez Rosjan na piątym miejscu i były już trzy próby zamachu na niego w Kijowie. To dla wielu była wstrząsająca informacja.

Jak ocenia pan działania papieża Franciszka? Niektórzy komentatorzy twierdzą, że są zbyt zachowawcze, że pacyfizm papieża w tej sytuacji nie jest dobrą ścieżką, nie jest dobrym wyborem.
– Właściwie od samego początku agresji Franciszek potępia wojnę i wzywa do pokoju, jednak na Ukrainie jego odezwy spotykają się z pewnym rozczarowaniem, dlatego, że ani razu nie wymienił Rosji i ani razu nie nazwał jej agresorem. Wzywając dwie strony – Rosjan i Ukraińców ­– do pokoju, de facto postawił je na tym samym poziomie. W dodatku ukraińskie media przypominają, że w niedawnej encyklice „Fratelli tutti” Franciszek sprzeciwił się koncepcji wojny sprawiedliwej. Powiedział, że ta koncepcja jest nie do utrzymania. Jeżeli tak, to powstaje pytanie: czy wobec tego Ukraińcy toczą wojnę niesprawiedliwą? Katolicka nauka społeczna twierdziła zawsze, że wojna obronna to wojna sprawiedliwa, ponieważ jest toczona w obronie własnych rodzin, dzieci, domów, ojczyzny. Tak to widzą też Ukraińcy. Z jednej strony są więc wdzięczni Franciszkowi, że potępia wojnę i wzywa do pokoju, ale z drugiej strony mają żal, że nie nazywa agresora po imieniu, tak, jak zrobił to chociażby arcybiskup Stanisław Gądecki, który napisał bardzo mocny list do patriarchy Cyryla, czy prymas Czech kardynał Dominik Duka. Obaj w swych wystąpieniach bardzo wyraźnie mówili o rosyjskich zbrodniach.

Czytaj także:

Czy Kościół powinien mieszać się do polityki? Prof. Gierycz: “Nie ma w tym niebezpieczeństwa”
„Mała pochwała katolicyzmu. Kościół i polityka w późnej nowoczesności” to odważna i udana próba odpowiedzi na pytanie o miejsce Kościoła we współczesnej Europie i kształt jego burzliwej relacji z polityką. Punktem wyjścia i pryzmatem refleksji zawartej w książce prof. Gierycza są m. in. ewangeliczn…

Fot.: Grzegorz

Polityka

Polityka - najnowsze informacje