niedziela, 9 maja 2021 11:59

"Zrobiłem to bez wahania". Ojciec i 11-letni syn uratowali z pożaru seniorkę

Autor Mirosław Haładyj
"Zrobiłem to bez wahania". Ojciec i 11-letni syn uratowali z pożaru seniorkę

23 kwietnia Komendant Powiatowy PSP w Zakopanem bryg. Grzegorz Worwa podziękował dwóm bohaterom, Szymonowi Gąsienica-Daniel i jego synowi Jasiowi, za uratowanie kobiety z pożaru.

Do zdarzenia doszło 9 kwietnia na ul. Kościeliskiej w Zakopanem. Przechodzący przypadkowo ojciec z synem zauważyli pożar budynku. Pan Szymon bez wahania, z narażeniem życia, wbiegł do budynku, sprawdzić, czy nie znajdują się w nim mieszkańcy. Dzięki temu znalazł i ewakuował przebywającą w środku starszą kobietę. Następnie mężczyzna wrócił, aby sprawdzić, czy są jeszcze w środku jakieś osoby. Pozamykał także okna i drzwi, odcinając w ten sposób dopływ tlenu, który wspomaga rozwój pożaru. W tym czasie jego jedenastoletni syn Jaś zadzwonił po straż pożarną. Ta, po przyjeździe na miejsce rozpoczęła akcję gaśniczą. Zamieszkująca budynek starsza kobieta, która została uratowana z palącego się domu z oparzeniami pierwszego stopnia rąk i twarzy została odwieziona do szpitala.

Dzięki bohaterskiej postawie pana Szymona i jego syna, udało się zapobiec tragedii. Naszej redakcji udało się porozmawiać z dwojgiem bohaterów.

Panie Szymonie, czy mógłby pan opowiedzieć o całej sytuacji? Co się wydarzyło 9 kwietnia?
– Tego dnia razem z synem przechodziliśmy ulicą Kościeliską. Była bardzo ładna pogoda, więc nie spieszyliśmy się do domu. Szliśmy i zobaczyliśmy, że z zabytkowego budynku wydobywa się dym. Wydobywał się przez okna i spod dachu, ale nie był za bardzo widoczny. Nie wyglądał jak typowy dym z pożaru, raczej jak początek czegoś, co zwiastuje duży pożar. Wtedy postanowiłem sprawdzić, co się dzieje.

I wszedł pan do budynku?
–Trochę później. Nauczony doświadczeniem z poprzednich lat (bo miałem podobną sytuację w domu rodzinnym), nie chciałem robić fałszywego alarmu. Postanowiłem na początku sprawdzić, co się dzieje, czy rzeczywiście wymagane jest wzywanie straży pożarnej. Zdecydowałem się zajrzeć do tego budynku, bo okna były pootwierane. Po zaglądnięciu, usłyszałem trzaski palonego drewna i zobaczyłem gęsty dym. Było go mniej więcej do połowy pomieszczenia. Postanowiłem obejść budynek dookoła, bo dźwięki, o których wspomniałem, dobiegały z drugiego pomieszczenia. Wtedy zobaczyłem panią, która stała w żywym ogniu w kuchni. Postanowiłem wskoczyć przez okno i ją wyciągnąć na zewnątrz. Do tej pory nie rozumiem, jak to się stało, że ona się nie spaliła. Stała na taborecie przy piecu, twarzą do ogniu i próbowała to wszystko ugasić. Utrudnieniem tej akcji było porozumienie z nią, bo z powodu udaru, nie mówi. Nie mogła zatem wezwać pomocy, tylko tkwiła w tym pożarze, bezradnie z nim walcząc. Po ocenie sytuacji doszedłem do wniosku, że nie ma najmniejszych szans i sensu robić czegokolwiek poza wyprowadzeniem jej z budynku i zamknięciem okien, żeby nie pozwolić się pożarowi rozprzestrzenić.

Janku, a co ty najbardziej zapamiętałeś z tego zdarzenia?
– Tatę, jak wchodził przez okno.

Panie Szymonie, na co dzień prowadzi pan pensjonat Pokoje Widokowe Szymoszkowa, wiedzie pan życie normalnego człowieka. Jestem pewny, że wiele osób na pana miejscu nie ruszyłoby z pomocą w obawie o własne życie. Panie Szymonie, nie bał się?
– Cała ta akcja trwała tak naprawdę kilka minut. Zrobiłem to bez wahania. Dla sprawnego człowieka, dla kogoś, kto ma jakieś ludzkie odruchy, to powinno być oczywiste. Chociaż teraz jest to rzadkość, bo ludzie wolą kręcić filmiki ze zdarzenia i robić zdjęcia. Czasami nawet decydują się na to, żeby odejść od osoby, która leży na ulicy i potrzebuje pomocy, bo z góry zakładają, że jest pijana. O ludzkie odruchy dzisiaj jest trudno, a zawsze trzeba sprawdzić, co się dzieje i czy trzeba pomóc. Jeśli nie można, albo ta osoba nie chce, to trudno. Ta akcja trwała 10 minut. To było szybkie działanie – po prostu automatyczne wejście, wyjście, pozamykanie okien. Przez utrudniony kontakt z tą panią był problem z określeniem, gdzie jest gaz w budynku, gdzie jest prąd, które okna jeszcze są pootwierane, bo wchodząc do tego budynku, pozamykałem te, które były najbliżej mnie. Jak wracałem było już naprawdę kiepsko z widocznością, trzeba było działać szybko. Jak przyjechała straż pożarna, to mieli trochę łatwiej, ale był problem z psem. Gdy wskakiwałem przez okno, to zauważyłem szczekającego małego pekińczyka. Po wejściu do budynku, okazało się, że gdzieś się ze strachu schował. Nie wiedziałem, jak się nazywa, jak mam go wołać. W sumie udało się go uratować, ale finalnie został uśpiony, z powodu powikłań związanych z niedotlenieniem.

Czy jest służy pan w OSP? Miał pan jakieś przygotowanie w tym zakresie?
– Mieszkamy w Zakopanem, gdzie jest sporo drewnianych budynku. Dym i drewno oznacza, że coś się musi dziać. Poza tym jestem ojcem trójki dzieci, więc muszę być przygotowany na przeróżne sytuacje, które się mogą wydarzyć, żeby działać konsekwentnie i efektywnie.

Czy spotkaliście się później z seniorką, którą uratowaliście z pożaru?
– Tak naprawdę ten budynek widać z naszego balkonu, bo pożar miał miejsce w naszej okolicy. To wszystko się działo po sąsiedzku, my się znamy na co dzień. W Zakopanem każdy każdego zna.

Czy orientuje się pan, jak wyglądały straty po pożarze?
– Spalone są kuchnia i przedpokój. Na szczęście, dzięki zamkniętym oknom, pożar nie rozprzestrzenił się na wyższe piętra i budynek przetrwał. W tym momencie trwa zbiórka pieniędzy na naprawę tego domu.

Janku, podczas całego zdarzenia dzwoniłeś na straż pożarną, tata jest z Ciebie dumny, a czy ty jesteś dumny z taty?
– Tak, bardzo.

Janku, jak koledzy zareagowali twoi koledzy, nauczyciele, gdy dowiedzieli się o całej sytuacji?
– Gratulowali mi odwagi, a koledzy pytali, czemu się nie chwaliłem, czemu im nic nie powiedziałem.

Janek, chciałbyś być w przyszłości strażakiem?
– Raczej nie. Raczej nie interesuję się takimi rzeczami.

A czym się interesujesz?
– W zimie jeżdżę na nartach (biorę udział w zawodach), a latem jeżdżę na rowerze.

Inf.: PSP Zakopane

Rozmowy na Rękawce

Rozmowy na Rękawce - najnowsze informacje