sobota, 30 kwietnia 2022 18:06

Koronawirus był spiskiem? Maksymowicz: Wystarczy spacer na cmentarz pełen świeżych grobów

Autor Mirosław Haładyj
Koronawirus był spiskiem? Maksymowicz: Wystarczy spacer na cmentarz pełen świeżych grobów

Minister zdrowia, Adam Niedzielski zapowiedział, że w połowie maja rząd planuje znieść rozporządzenie na mocy którego Polsce, od 20 marca 2020 roku został wprowadzony stan epidemii. Temat pandemii w obliczu konfliktu na Ukrainie praktycznie przestał istnieć. Tymczasem Chiny wprowadziły twardy lockdown w Szanghaju, który jest głównym miastem portowym Państwa Środka. Ze Stanisławem Maksymowiczem, dr nauk społecznych, socjologiem zdrowia i medycyny oraz ekspertem thinkzinu Nowa Konfederacja, porozmawialiśmy na temat koronawirusa i kwestii z nim związanych.

Z przekazu medialnego praktycznie zniknęły tematy związane z koronawirusem i wywoływaną przez niego chorobą Covid-19. Końcem kwietnia rząd ustami ministra Niedzielskiego zapowiedział zniesienie stanu epidemii w Polsce. Wcześniej wprowadzono zmiany w obostrzeniach, praktycznie je likwidując a także wprowadzono zmiany w sposobie kwalifikowania wirusa SARS-CoV-2, tak, że dołączył on do chorób z grupy grypy. Zdaniem doktora Maksymowicza epidemia nie tyle zniknęła z naszej świadomości, co "została wyparta". Nie jest to jednak działanie rządu i jego propagandy:

– Sami się ocenzurowaliśmy. A pod postami dotyczącymi nowych raportów epidemicznych ministerstwa zdrowia – obecnie już tylko tygodniowych – dominują szydercze uśmieszki.

Naszego eksperta zapytaliśmy też, czy w związku z wprowadzonymi i planowymi zmianami koniec pandemii możemy uznać za fakt.

– Czy to koniec pandemii koronawirusa? Społecznie pewnie tak. Politycznie także, skoro w połowie maja zniesiony ma być stan epidemii w Polsce. Ale wirus o tym nie wie. Gdy zamkniemy oczy, niebezpieczeństwo nie znika. A wirus może jeszcze wrócić w postaci wzrostu zachorowań na jesieni. I pewnie z nami już zostanie, jak inne choroby sezonowe. Pocieszające jest to, że aktualnie mamy faktycznie niezłą odporność, ale pamiętajmy jak ją uzyskaliśmy. Wystarczy spacer na cmentarz pełen świeżych grobów

– powiedział. W rozmowie z dr Maksymowiczem zapytaliśmy także o związek między nadmiarowymi zgonami a zamknięciem służby zdrowia oraz o to, czy wyznawcy teorii spiskowych mogą czuć satysfakcje.

Panie Doktorze, wątków i spraw związanych z koronawirusem jest aż za nadto, ale czy możemy stwierdzić, że teorie spiskowe w tej sprawie okazały się prawdą? A dokładniej ta ich część, która porównywała Covid-19 do grypy? Pan wybaczy, ale obserwując działania rządu, oraz fakt, że ostatecznie ma być on kwalifikowany na tym samym poziomie zagrożenia, co grypa, trudno nie odnieść innego wrażenia. Trudno dyskutować z tymi, którzy nazywali ten wirus w ten sposób od początku. Po prostu trudno nie czuć się oszukanym.

– Pandemia chyba już dziś nikogo w Polsce nie interesuje i sam byłem trochę zaskoczony pana telefonem w tym temacie. Zresztą cezurą jej zniknięcia w świecie zachodnim z dyskursu publicznego była agresja Rosji na Ukrainę. Poznawczo to bardzo ciekawe, bo przecież zagrożenia patogenami nie kończą się zwykle w wyniku politycznych zawirowań, nawet tak dramatycznych, jak wojna. Raczej bywają przemilczane, jak epidemia grypy hiszpanki.

Właściwie w tym miejscu należałoby na wstępie odpowiedzieć na pytanie, gdzie znajduje się zdrowie w hierarchii stosunków międzynarodowych. Szybko odpowiem, żeby nie trzymać w napięciu: bardzo nisko. Nie jest nawet elementem niskiej polityki, a tzw. naprawdę niskiej. Zainteresowanych tą tematyką polecam mój ostatni artykuł na ten temat na łamach „Nowej Konfederacji”.

Ale z pojawieniem się wirusa SARS-CoV-2 zdrowie nagle wspięło się na sam szczyt tej hierarchii, dyktując działania innych polityk, w tym górującego nad wszystkim bezpieczeństwa narodowego i światowego. Niewątpliwie istotnym czynnikiem tak ogromnego wpływu COVID-19 na globalną świadomość była wielka obawa, że pandemia w sposób straszliwy zniszczy istniejące układy władzy. Szczególnie, że początkowo gros ofiar przypadł na Europę Zachodnią i USA. A w Chinach był względny spokój. Dziś sytuacje się odwróciły. To zachód wyszedł z pandemii a Chiny wprowadziły bezwzględny lockdown w swoim główny mieście portowym. I on trwa do dzisiaj!

I myślę, że ta sytuacja jest najlepszym dowodem na to, że nikt nie powinien się czuć oszukany. No, chyba, że mówimy o kompletnie odlotowych teoriach spiskowych, jak plan depopulacji – który też skądinąd chyba nie pasuje do opisu – czy zaczipowanie świata – znów niepotrzebne, bo sami się czipujemy smartfonami. Więc niejako odpowiadając na pana pytanie – pandemia jest i była faktem. A to, że dziś znów wracamy do porównań z chorobami endemicznymi i sezonowymi jak grypa tylko dowodzi faktu, że programy szczepień oraz zdobywanie odporności przez przechorowanie – jak w każdej chorobie zakaźnej – przyniosły efekt. Jak trwały, to się okaże.

Dodam jeszcze, że liczbę ofiar covidu szacuje się na ponad 6 milionów w czasie dwóch lat. Grypa zabiera rocznie około 250 do 500 tysięcy ludzi, czyli od 500 tys. do 1 miliona zgonów w dwa lata. Więc nadal porównanie tych dwóch chorób nie jest trafne.

Jak w ogóle podchodzić do tego tematu? Patrząc przez pryzmat medyczny, pytaniem jest, czy nie za wcześnie ogłoszono problem z wirusem i pandemię? Z punktu widzenia polityki trudno o pozytywną ocenę działań rządu. Z ekonomicznego punktu widzenia, zwłaszcza osób, które straciły pracę oraz tarcz, które wywołały inflację, jak i restrykcji, które przyczyniły się do kryzysu, także trudno o coś pozytywnego...

– Ale skąd mogliśmy wiedzieć, jak duże jest zagrożenie i jak z nim postępować? Nie mieliśmy, jak kraje azjatyckie, doświadczeń w tym zakresie. Nie mamy też specjalnie zdyscyplinowanych społeczeństw. Taką ewolucję społeczną przeszliśmy.

Ostatnie epidemie miały charakter lokalny lub endemiczny. W tym grypa, która przecież też co roku, jak wspomniałem, zbiera swoje żniwo. Mamy epidemie chorób układu krążenia, otyłości, wymagające długotrwałych zmian w zakresie zdrowia publicznego. Czyli zasadniczo są poza zainteresowaniem szerszego społeczeństwa. W końcu mamy szczepionki i antybiotyki, które były odpowiednikiem końca historii Fukuyamy w zdrowiu. Aż tu nagle pojawił się jakiś dziwny wirus, mocno zaraźliwy, powodujący panikę w Azji. Stopniowo informacje o nim zaczęły się rozlewać po Europie, od Włoch począwszy. Pamiętam ten moment. Byłem we Włoszech zimą 2020 roku. Jakieś tam pojedyncze informacje w formie ciekawostek pojawiały się w mediach. Wracamy do Polski, a tu bum! Włochy zamknięte, wszyscy w panice. Mroczna wizja, zakodowana chyba gdzieś w naszym układzie nerwowym, czarnej śmierci wzbudziła ogromną falę zainteresowania mediów i obywateli. Zaczęły się dyskusje, badanie wirusa. I śledzenie jego szybkiego rozwoju.

Będę stał mocno na stanowisku, że zdecydowane działania od samego początku były jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Bo nie znaliśmy wtedy jeszcze zagrożenia. Przypomnę konferencje prasowe Donalda Trumpa, który żartował sobie na nich z „chińskiego wirusa”, uważając że nic Ameryce nie grozi. Dziś wiemy, że ofiar koronawirusa jest w USA ponad milion. W przeliczeniu na populację USA są tuż za Polską. Chyba nie o to nam chodziło mówiąc o zbliżeniu ze stanami. Ale fakty są takie, że gdyby nie podjęto żadnych działań, ofiar byłoby znacznie więcej.

Dziś łatwo nam patrzeć na tę sytuację chłodnym analitycznym okiem. Mamy szczepionkę, mamy doświadczenie, mamy wojnę. Wtedy mieliśmy tylko wizję globalnego kryzysu humanitarnego, pewnie nawet większego niż się odbył. Ale uważam, że dzięki zdecydowanym działaniom uratowano wiele istnień, kosztem gospodarki i innych pacjentów, tu pełna zgoda. Choć zabrakło konsekwencji. Szczególnie w Polsce, stąd nasze wysokie miejsce w hierarchii krajów, które nie poradziły sobie wystarczająco z tym kryzysem.

Na pokoronawirusowym pobojowisku nic nie zostało. Na zgliszczach narracji apelujących o solidarność społeczną czy odpowiedzialność nie da się już budować, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Trudno nie odnieść wrażenia, że została tylko głęboka nieufność o tego typu informacji, żeby nie powiedzieć dobitniej: zobojętnienie.

– Widzę raczej zmęczenie tematem. Takie po ludzku znudzenie. Widać to nawet dzisiaj na przykładzie wojny w Ukrainie. Codziennie giną tam ludzie, kraj jest pod ciągłym obstrzałem. Kryzys humanitarny w pełni. Polacy solidarnie stanęli na wysokości zadania, pomagając uchodźcom. Ale tak, jak na początku wojny całe serwisy informacyjne były poświęcone tej sytuacji, tak dziś wojna nie trafia nawet na drugie czy trzecie miejsce newsów.

I tak jestem pod wrażeniem, że udało się bardziej niż mniej skłonić ludzi do zainteresowania pandemią przez dwa lata. Ale wynikało to raczej z dość egoistycznego charakteru dbałości o zdrowie, co pokazują badania tego fenomenu. Zdrowie jest rzeczą bardzo prywatną. Dlatego przekazy pandemiczne „zrób to dla innych”, „zaszczep się dla tych, co nie mogą” itp. nie odnosiły żadnego skutku. Tylko przekaz „noś maseczkę, bo zachorujesz i nie będziesz mógł iść do pracy” miał szansę na szersze dotarcie. Wiedział o tym już Kochanowski, pisząc fraszkę Na zdrowie: "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz".

Jeśli chodzi o budowanie społecznie czegokolwiek, musimy po prostu uwzględnić fakt szybkiego znudzenia wiodącymi tematami. Czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy odnosiłaby taki sukces, gdyby była codzienną akcją? Dotykamy oczywiście tu innego klasycznego problemu budowy odpowiedzialnego społeczeństwa obywatelskiego. Ale to już na inną rozmowę.

Duża liczba ofiar śmiertelnych w Polsce, została zrzucona na karb utrudnionego dostępu do pomocy medycznej: teleporady, zamknięte oddziały szpitali... Przyczyny na pierwszy rzut oka logiczne. Bez pomocy lekarskiej ludzie umierają.

– Nadliczbowe zgony w stosunku do oczekiwanych są chyba najbardziej dobitnym dowodem na kryzys humanitarny, jaki spowodowała pandemia. I faktycznie Polska odnotowała tu kolejny rekord. Jesteśmy w światowej czołówce pod względem nadmiarowych zgonów z wynikiem ponad 160 tysięcy na początku 2022 roku. Bartłomiej Radziejewski z „Nowej Konfederacji” porównał to z upadkiem setek tupolewów. Porównanie o tyle boleśnie trafne, że ofiary pandemii nie wzbudziły specjalnego społecznego zainteresowania czy współczucia.

Jeśli natomiast chodzi o to, jak wiele osób zmarło z powodu zamknięcia szpitali i przychodni, przyznam, że bardzo trudno o dokładne dane. Wynika to z fatalnego systemu raportowania zgonów. Ale mamy informacje, które wzbudzają zaniepokojenie.

Przykładowo porównując lata 2020 i 2021 pod kątem liczby zgonów z powodu nowotworów, zauważamy sześcioprocentowy spadek. Spadek, więc skąd mój niepokój? Bo w istocie oznacza to, że diagnostyka chorób nowotworowych się załamała. A osoby, które powinny otrzymać po diagnozie leczenie onkologiczne, wypadły z systemu i są gdzieś ukryte w zgonach z innych powodów lub covidu. Ba, może nawet część można było uratować dzięki leczeniu. Nawet nie podejmę się oszacowania, jak wiele nadmiarowych zgonów czeka nas w onkologii w najbliższym czasie. To pokażą dane. Obawiam się, że mogą być tragiczne.

Więc tak, ograniczenia pandemiczne na pewno doprowadziły do zapaści w wielu nieepidemicznych obszarach zdrowia. Onkologii, internie, psychiatrii i tak dalej. I w nadliczbowych zgonach zaszyte są zarówno ofiary samego wirusa, które zapewne bez niego by dalej funkcjonowały ze swoimi chorobami przewlekłymi, jak i ofiary pośrednie, związane z zamknięciem systemu ochrony zdrowia. Brak diagnostyki, brak bieżącego leczenia, to wszystko musiało odbić się negatywnie na zdrowiu populacji. Czy można było lepiej, mądrzej? Na pewno tak. Miejmy nadzieję, że na kolejne epidemie, a takie mogą nadejść, będziemy lepiej przygotowani.

Wspomniał Pan wcześniej o grypie hiszpance zapomnianej i cenzurowanej przez państwa epidemii, która nawiedziła Europę na początku XX w. Czy pandemia koronawirusa też została wyparta przez rządy?

– Epidemii w naszej historii było wiele. Najbardziej dotkliwym doświadczeniem nie tylko Europy były kolejne epidemie dżumy, ostrej choroby bakteryjnej. Do dziś w wielu miastach, które przetrwały zawirowania wojen światowych stoją kolumny, stanowiące podziękowanie za zatrzymanie przez siły boskie epidemii. Mieliśmy liczne kryzysy związane bezpośrednio z rozwojem cywilizacji i urbanizacją, jak dur czy cholera. Nadal wielkim problemem jest wirus HIV.

Hiszpanka to ciekawa epidemia – a może nawet pandemia – bo faktycznie została zapomniana, wyparta. Jej pojawienie się zbiegło się z wielkim zmęczeniem wojną, wykrwawiające się społeczeństwa potrzebowały dobrych informacji. W większości krajów nałożono więc cenzurę na informacje o licznych ofiarach kryzysu zdrowotnego. Poza Hiszpanią, która donosiła o rozwoju choroby, stąd nazwa hiszpanka. I być może jest tu pewne wtórne podobieństwo do „naszej” pandemii. Wszak dziś zniknęła ona z naszej świadomości. Została wyparta. Sami się ocenzurowaliśmy. A pod postami dotyczącymi nowych raportów epidemicznych ministerstwa zdrowia – obecnie już tylko tygodniowych – dominują szydercze uśmieszki.

Czy to koniec pandemii koronawirusa? Społecznie pewnie tak. Politycznie także, skoro w połowie maja zniesiony ma być stan epidemii w Polsce. Ale wirus o tym nie wie. Gdy zamkniemy oczy, niebezpieczeństwo nie znika. A wirus może jeszcze wrócić w postaci wzrostu zachorowań na jesieni. I pewnie z nami już zostanie, jak inne choroby sezonowe. Pocieszające jest to, że aktualnie mamy faktycznie niezłą odporność, ale pamiętajmy jak ją uzyskaliśmy. Wystarczy spacer na cmentarz pełen świeżych grobów.


Stanisław Maksymowicz, dr nauk społecznych, socjolog zdrowia i medycyny. Ekspert Nowej Konfederacji do spraw zdrowia prowadzący na jej łamach dział „Klinika NK” poświęcony zdrowiu i geopolityce. Adiunkt w Collegium Medicum UWM w Olsztynie. Badacz chorób rzadkich i komunikacji medycznej.

Czytaj także:

Bartłomiej Radziejewski: Teorie spiskowe? To wina nieudolności rządzących
W cyklu naszych rozmów połączyliśmy się z panem Bartłomiejem Radziejewskim, prezesem i założycielem thinkzine’u „Nowa Konfederacja” [https://nowakonfederacja.pl/]. Rozmowa dotyczyła najnowszej książki naszego gościa „Między wielkością a zanikiem. Rzecz o Polsce w XXI wieku”. Czy pandemię dało się p…

Polska

Polska - najnowsze informacje