niedziela, 02 czerwiec 2019 12:00

Chrzanów: Jak pszczoły uratowały pszczelarza przed wywózką do Auschwitz?

Na zdjęciu: Koło Pszczelarskie Kąty, lata 30. XX wieku (fot. archiwum mieszkańca Chrzanowa) Na zdjęciu: Koło Pszczelarskie Kąty, lata 30. XX wieku (fot. archiwum mieszkańca Chrzanowa)

Jad pszczeli od dawna był wykorzystywany w walce z wieloma schorzeniami. O jego właściwościach dowiedział się też Josef Gründler, burmistrz Chrzanowa w czasie okupacji. Zlecił więc pszczelarzowi z Kątów, by tę metodę zastosował w leczeniu jego chorej żony.

Od starożytności pszczoły uważano za symbol boskości i godności królewskiej. W Polsce tradycja bartnictwa i konsumpcji miodu sięga czasów plemiennych. Jedną z metod leczenia jadem pszczelim jest metoda bezpośrednia. Żądlenie bezpośrednie przez pszczoły poprzez miedzianą siatkę. Zaletą tej metody jest podawanie jadu w naturalnej postaci, z kolei wadą są trudności w ustaleniu dokładnej ilości podanego przez pszczołę jadu.

Na całym świecie obserwowało się i obserwuje też powrót do leków naturalnych. Zalicza się do nich: miód, propolis, pyłek, pierzgę, mleczko i jad pszczeli. Lek naturalny, a więc i lek pszczeli jest nie tylko skuteczny, ale i bezpieczny. Działa wolniej, ale daje długotrwałą poprawę.

 

Koło Pszczelarskie „Kąty”

Na Osiedlu Kąty w Chrzanowie było bardzo dużo pszczelarzy. Powstało więc Koło Pszczelarskie „Kąty”. Dokładnie nie znam daty, od kiedy ono istniało, ale mamy zdjęcia kąckich pszczelarzy z lat trzydziestych XX wieku. Koło Pszczelarskie na Kątach na pewno działało jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. Pszczelarze z Kątów spotykali się na wspólnym opłatku, podczas Świąt Bożego Narodzenia, spotykali się u siebie w domach, opowiadając różne historie, związane z pszczołami, wymieniali swoje doświadczenia, wyjeżdżali na wspólne wycieczki.

Ostatnio spotkałem się z panem Henrykiem Buczkiem, który podczas II wojny światowej był kilkuletnim chłopcem. Okazuje się, że jego ojciec Wiktor był pszczelarzem i należał do Koła Pszczelarskiego „Kąty”. Miał w swoim ogrodzie ule. To właśnie między innymi w domu pana Wiktora Buczka spotykali się pszczelarze, opowiadając o różnych zdarzeniach. Pan Wiktor zabierał syna (młodego pana Henryka) na spotkania Koła Pszczelarzy „Kąty”, którego siedziba mieściła się przy ulicy Pszczelnej – stąd też nazwa ulicy.

Spotkanie z panem Henrykiem było dla mnie bardzo owocne. Opowiedział mi wiele historii, dotyczących naszego Osiedla. Dwie z nich mają związek właśnie z pszczelarzami z Koła Pszczelarskiego „Kąty”, z czasami II wojny światowej i okupacji Chrzanowa. Dzisiaj opiszę pierwszą z nich.

 

Dzięki pszczołom uniknął wywózki do obozu w Oświęcimiu

Podczas okupacji Chrzanowa, z nadania wojskowego, w 1939 roku tymczasowym burmistrzem był sierżant Nolke, a po nim, aż do 1944 roku - dr. Josef Gründler. Przy nazwisku tego ostatniego, pan Henryk, opowiadając tę historię, długo myślał, aż w końcu powiedział:

„[...] Wiesz, dzisiaj nie mogę sobie dokładnie przypomnieć nazwiska ówczesnego Burmistrza Chrzanowa i czy to jego żona była chora, ale wiem, że Niemiec, o którym Ci opowiem i jego żona byli bardzo wysoko postawionymi osobami w Chrzanowie i mogła to być żona dr. Josefa Gründlera – Burmistrza Chrzanowa […].”

Próbowałem się czegoś w tym temacie dowiedzieć u znajomych historyków z Chrzanowa, ale niestety, nie udało mi się natknąć na żadną wzmiankę o żonie dr. Josefa Gründlera. Zakładamy więc, że chora osoba, o której jest mowa w tekście, to żona dr. Josefa Gründlera.

Miała trudności z chodzeniem, a z czasem nie mogła się już poruszać. Lekarze postanowili, że dobrym lekarstwem na schorzenie żony Josefa Gründlera będzie zastosowanie metody leczenia jadem pszczelim, tzw. metodą bezpośrednią. Zapadła decyzja o sprowadzeniu do chorej pszczelarza, który zastosował metodę bezpośrednią leczenia jadem pszczelim. Koło pszczelarskie na Kątach było bardzo znane i prężnie działało w okolicy, więc to z niego wezwano pszczelarza.

Pszczelarz z Kątów zabrał z sobą miedzianą siatkę, pszczoły i pod eskortą Niemców udał się do mieszkania chorej żony burmistrza. Pszczelarz ten był bardzo znaną osobą na Kątach, ale ponieważ nie udało mi się nawiązać kontaktu z jego rodziną, nie mogę podać nazwiska.

Pszczelarz wykonał „zabieg”. Jak już wspominałem, metoda leczenia jadem pszczelim może przynieść poprawę zdrowia lecz leczenie trwa długo. Nie wiem, czy Josef Gründler o tym wiedział. Jego żonie spuchły nogi i przez pewien okres nie było widocznej poprawy zdrowia. Zniecierpliwiony Gründler, uważając, że pszczelarz celowo zrobił coś nie tak, jak trzeba, aby nie pomóc jego żonie, podjął działania w celu wysłania pszczelarza do obozu w Oświęcimiu.

Jedną z rozmów telefonicznych w tej sprawie usłyszała chora żona Gründlera. Być może była to zasługa Opatrzności, ale o własnych siłach wstała i podeszła do drugiego pokoju, wstawiając się za pszczelarzem z Kątów. Skoro od dłuższego czasu nie mogła wstać i chodzić o własnych siłach, a po zabiegu potrafiła to zrobić, Josef Gründler uznał, że nastąpiła poprawa zdrowia żony i ostatecznie odwołał rozkaz skazania pszczelarza na wywóz do obozu w Oświęcimiu.

Po pewnym czasie stan zdrowia kobiety znacznie się poprawił. Josef Gründler chciał w jakiś sposób odwdzięczyć się pszczelarzowi z Kątów za pomoc w leczeniu jego żony. Oferował mu pieniądze, jednak ten odmówił jakiegokolwiek dowodu wdzięczności.

Roman Madejski