piątek, 20 marca 2020 13:40

Chrzanów - Historia we wspomnieniach: Jak w czasie okupacji pszczoły strzegły ogrodu przed Niemcami

Autor Bernard Szwabowski
Chrzanów -  Historia we wspomnieniach: Jak w czasie okupacji pszczoły strzegły ogrodu przed Niemcami

Z działającym do lat siedemdziesiątych XX wieku Kołem Pszczelarskim „Kąty”, związanych jest wiele historii. Kilka miesięcy temu opisywałem jedną z nich, opowiedzianą mi przez pana Henryka Buczka. Pan Henryk wspomniał również o innym wydarzeniu, związanym z pszczelarzami i pszczołami na Kątach. Sam był niegdyś pszczelarzem, podobnie jak jego ojciec Wiktor, a w ich ogrodzie znajdowały się ule. To właśnie pszczoły były strażnikami ich ogrodu.

Mieszkańcy Kątów, aby nakarmić swoje zwierzęta hodowlane, paśli je na łąkach. Takim pastwiskiem były łąki przy obecnej ulicy Spacerowej, blisko lasu. Na tych łąkach mieszkańcy wykopali staw, który po napełnieniu się wodą służył jako wodopój dla pasących się zwierząt. Dzisiaj, w większości na tych łąkach są wybudowane domy, jednak staw pozostał (chociaż jest już zarośnięty trawą, krzewami, drzewami).

miejsce po stawie, który był wodopojem dla pasącego się bydła.

Była jesień 1944 roku. Od ulicy Kopanina w stronę lasu, podobnie jak dziś, biegła droga polna. Co jakiś czas żołnierze niemieccy przeprowadzali tam ćwiczenia, które miały na celu zdobycie części Osiedla Kąty oraz kopalni „Matylda”. Przyjeżdżając na ćwiczenia, ustawiali swoje samochody właśnie na tej polnej drodze. Ze stawu, który był wodopojem dla pasącego się bydła, zrobili stanowisko karabinów maszynowych, skierowanych w stronę kopalni „Matylda”. Zawsze po takich ćwiczeniach mieszkańcy musieli czyścić staw, gdyż woda była zabrudzona i nie nadawała się do picia przez bydło. W stawie znajdowało się mnóstwo łusek po nabojach. Oczywiście podczas ćwiczeń Niemcy nie używali ostrej amunicji.

ćwiczenia mające na celu zajęcie części Osiedla Kąty i kopalni ,,Matylda

Wtedy nie było tylu domów, przestrzeń wokoło była dobrze widoczna. Na trasie ćwiczebnego ataku na Osiedle i kopalnię stał jednak dom państwa Buczków. W  ich ogrodzie, obok uli, rosła dorodna śliwa, która zawsze miała bardzo dużo owoców.

Po jednym z ostatnich ćwiczeń część żołnierzy niemieckich wracała w stronę swoich samochodów, zaparkowanych obok domu państwa Buczków. Zobaczyli drzewo ze śliwkami, więc pościągali hełmy, odłożyli broń i zaczęli zrywać owoce. Trzeba dodać, że było wtedy bardzo ciepło, a żołnierze po ćwiczeniach byli spoceni. Każdy pszczelarz wie, że pszczoły nie lubią zapachu potu ludzkiego, więc jak się można domyślić - zaatakowały żołnierzy. Atak pszczół był tak duży, że żołnierze w popłochu zaczęli uciekać, zostawiając hełmy i broń. Uciekali w stronę lasu, a pszczoły ich goniły.

Pan Henryk wspomina: „[...] ja się śmiałem, ale ojciec bardzo się wystraszył. Zdawał sobie sprawę, co może się z nami stać. Aby mieć dowód, że to żołnierze niemieccy zrywali śliwki, do pozostawionych przez żołnierzy hełmów powkładał śliwki. Hełmy ze śliwkami oraz karabiny zabrał ze sobą i zaraz poszedł za żołnierzami w stronę ich stacjonujących samochodów. Ojciec znał język niemiecki, dzięki czemu łatwiej było ich przekonać do jego racji, chociaż wiem od ojca, że było to trudne [...]”.

Jest to kolejna historia o pszczołach z Kątów, która zakończyła się szczęśliwie, niemniej mogła być tragiczna w skutkach dla rodziny państwa Buczków.

Roman Madejski

Historia - najnowsze informacje